Obserwatorzy

środa, 27 stycznia 2016

SZKRAB





         Najpierw chcę podziękować za liczne odwiedziny i życzenia zdrowia.
Zaprezentuję Wam dwie moje styczniowe zdobycze. Jakoś mam problemy z chronologią znajdek. Niektóre same pchają się pod obiektyw, inne długo się ociągają.


         Szkraba znalazłam ze dwa tygodnie temu na targowisku. Tylko nóżki wystawały z worka.
Jednak te nóżki, bardzo ładnie ukształtowane, sprawiły, że wyciągnęłam gumowego bobaska.


Laleczka jest cała gumowa, a guma nadwyrężona przez czas. Jednak prócz brudu nic jej nie dolegało. Ponieważ nie jest to lalka anatomiczna i przedstawia niemowlaka, trudno orzec on czy ona. Zdecydowałam, że On i nazwałam Tommy. Tommy jest zdecydowanie Angielska lalką. Co prawda nie ma żadnej sygnatury, ale przyjechał z GB. Żeby odszukać sygnaturę zdjęłam nawet główkę, nie bez trudu, niestety na kryzie szyjki nic nie było. Dzięki temu jednak odkryłam bardzo ciekawe oczy. 

Od spodu zobaczyłam metalowe miseczki na trzpieniach. Z wierzchu wygląda to jak namalowana na papierze tęczówka i źrenica, a z wierzchu celuloidowa soczewka. Białko oka namalowane bezpośrednio na gumie. Włoski są wmoldowane, bardzo ładne. Uszy, usta nosek, bródka, wszystko starannie wykonane. 


Także rączki, każdy paluszek i paznokieć. Gdzie te czasy, kiedy tak starannie robiono lalki do zabawy dla dzieci. To chyba lata gdzieś pomiędzy 46 a 60. 

         Nie ubierałam Tommy’ego bo szkoda zakrywać takie ciałko.

         Drugim nabytkiem, o tydzień późniejszym są dwie Bratzki .
Bratz Babyz Twiins Nona i Tess. (wygląd pudełkowy)


I rozpudełkowany, zdjęcia z netu.


A oto moje. Brak im  torebek i kucyków, jednej bluzeczki, futerka i butelek.


Najpierw myślałam, że to ta sama lalka w podwójnym wydaniu, potem dostrzegłam różnice we fryzurach i makijażu.



środa, 20 stycznia 2016

DALEJ NA SANECZKI



      Witam wszystkich zimowo i dziękuję, że do mnie zaglądacie.
       Dziękuję też za wszystkie miłe komentarze.
       
      No i się doprawiłam. Dreszcze, gorączka i jeszcze na dodatek ząb. Przeleżałam dwa dni i wynudziłam się jak pies w studni.
         A za oknem taka piękna puchowa pierzynka przykryła pola, lasy i mój taras, na którym buszują ptaki na przemian z kotami.
         Z nudów zrobiłam chabrową czapeczkę i przymierzyłam ją Sindy. 


          Sindusia, jak się zobaczyła w lusterku, orzekła, że to jej kolor. No i co ja robię, że ona jeszcze zimowego ubranka nie ma. Wzięłam kawałek polarku i uszyłam długą, ciepłą spódnicę. Do niej nieco cieńszą bluzkę ze starego stroju kąpielowego. Na to włożyła śliczny sweterek od Ewy i niebieskie gumaczki, które robią za kozaki. Polarowy szaliczek ze złotą broszką dopełnił stroju. Sindy podziwiała swój nowy image z zadowoleniem.


         A wiesz,  zapytała, odwiedziły mnie dwie córeczki mojej kuzynki. Wzięłabym dzieciaczki na sanki, ale nie mają się w co ubrać. ( Ostatnio przybyło do nas kilka golasków w rozmiarze mini).
         Dawaj, odparłam, wszak i tak się nudzę, a z polaru i filcu szyje się szybko i nie trzeba obrębiać.
         I tak powstały dwa ubranka dla laleczek Kelly, czerwone i zielone.
         Czerwonym została obdarzona blondynka z kucykami . Ta przynajmniej przybyła w butach. Cały strój składa się z czerwonej spódniczki, kurteczki, kapelusika, białego szaliczka z perłową broszką.  Panna ma na imię Ruby.


         Zielony sprezentowałam brązowowłosej , śniadej Adele. Strój składa się z  zielonej spódnicy, płaszczyka, biegłego szaliczka z zieloną perełką i włóczkowej czapeczki koloru morskiego.


         Tym samym cała trójka była gotowa na sanki, ale ja nie bardzo. Spróbowałam więc tła zastępcze. Szału nie było.


         Następnego dnia nie wytrzymałam. Ubrałam się grubo i wyskoczyłam na taras dosłownie na trzy minutki. Niestety słońce skryło się za chmurami.


         Ale dziewczynki i tak dobrze się bawiły.


        
          A na koniec przedstawię następny z moich gwiazdkowych prezentów  „Moja lala” od Krawala. Dzidziuś w stylu vintage. Odlany w całości. Niestety nie ma sygnatury. Za to ma pudełko, które świadczy o legalnym pochodzeniu.


piątek, 15 stycznia 2016

OLIMPIAS Z EPIRU





         Znane, acz niezbyt popularne u nas imię Olimpia pochodzi z  Grecji. Najsłynniejszą w starożytności osobą , która je nosiła była ... matka Aleksandra Macedońskiego.  I kto to pamięta? A z pewnością niesłusznie, bo królowa i regentka Epiru zasługuje na pamięć nie tylko dzięki wielkości syna.  Jej życiorys starczyłby na niejeden thriller.
Wzmianki o niej znajdziemy u Plutarcha w „Aleksandrze Wielkim” i „Żywotach sławnych mężów”. Karol Bunsch poświęcił jej powieść historyczną pt. „Olimias”.  Angelina Jolie wcieliła się w jej rolę w filmie „Aleksander”.
         Moja Olimpia ma tyle wspólnego ze sławną poprzedniczką, że nosi strój ludowy z Epiru.


         Olimpia jest jednym z moich prezentów gwiazdkowych.
         Ma około 25 cm. Zrobiona jest z plastiku . W dosyć dziwny sposób. Niestety nie można jej rozebrać, żeby obejrzeć dokładnie. Ręce ma tylko do łokcia, z barkiem połączonego drutem, co pozwala rączki dowolnie pozować. 


Korpus odlany z nogami i chyba głową na sztywno.
         Włosy z  czarnego moheru z granatowym odcieniem. Na głowie mała, czarna czapeczka z dużym  „złotym” pomponem, obramowana złota taśmą. 


Buzia malowana ręcznie. Oczy i brwi brązowe.


         Ubrana jest bardzo bogato. Suknia adamaszkowa,  obszerna, na halce, obszyta złotą lamówką. Pod spodem bluzka biała ze stójką. Na szyi dwa złote łańcuszki. Suknia przepasana pasem czarnym aksamitnym z metalową ozdobą. 


Na sukni czarna, haftowana złotem, długa kamizela. 


         Olimpia ma białe rajstopy i czarne , męskie buty. Stoi samodzielnie 


         Do rączki lalki doczepiona kartka – evelt. Producentem lalki jest firma Th. Tsitsimelis Sons z Pireusu. Ich lalki ubrane są w kopie strojów ludowych znajdujących się w muzeum Benaki w Atenach. 


         Na ebay’u znalazłam informację, że lalki te są rzadkie i poszukiwane przez kolekcjonerów. Ale podejrzewam, że sprzedający traktują to jako chwyt reklamowy. Ja jednak identycznej lalki jak Olimpia w necie nie znalazłam.



poniedziałek, 11 stycznia 2016

ZIMA, ZIMA, ZIMA ...





         Pada, pada, śnieg.  A co zrobić, gdy laluszka chce na dwór, a czapki nie ma?
A w dodatku właścicielka, tak jak ja, ma dwie lewe ręce do drutów i szydełka?
         Wtedy robi sobie, a właściwie, lalce, czapkę według mojego tutka.

CZAPKOWE DIY czyli ZRÓB TO SAMA

1. Przygotuj włóczkę, lepiej jak jest troszkę grubsza, nożyczki, pasek kartonu i paluszki.
    Ja wykorzystałam rolkę od papieru toaletowego, bo akurat pasuje na główkę Barbie, i pocięłam na paski. Jeśli lalka ma większą główkę np. Scenka, bierzemy pasek tekturki i sklejamy tak, aby wchodziła weń główka.


2. Ucinamy kawałki włóczki długości około 8 cm, lub 16 jeśli włóczka jest cienka, bo trzeba będzie złożyć na pół. W zależności od grubości włóczki potrzeba około 30 kawałków.


3. Składamy włóczkę na pól robiąc pętlę i przykładamy do tekturki, pętlą do dołu.


4. Przewlekamy luźne końce włóczki przez pętlę.


5. Zaciskamy, żeby powstał nam taki  węzełek.


6. Powtarzamy czynność do wypełnienia opaski z kartonu.


8. Związujemy wszystkie nitki .


9. Obcinamy aby uzyskać pomponik.


10. Czapka gotowa.



         Tak prezentuje się na modelce, lalkę pożyczyłam od Metki bez jej wiedzy i zgody. Powodzenia.



środa, 6 stycznia 2016

A MOŻE CIASTECZKO?





         Dziś pierwszy post z serii „Prezent pod choinkę”. Prezentem było ciasteczko, ale nie takie zwyczajne tylko Strawberry  Schortcake Doll od Bandai. 
Tak wyglądała młodsza wersja Choco w pudełku

         Otóż nie jest to pierwsze Ciasteczko w moich zbiorach, ale jakoś tak nie miałam okazji, aby laleczką przedstawić. Dopiero przybycie drugiej truskawkowej dziewczynki  sprawiło, że pochwalę się obydwoma panienkami.
         Najpierw parę słów o serii tych lalek. Pierwsze lalki  z serii Truskawkowe Ciasteczko wydała firma Kenner w 1979 r. i produkowała je do 1985. Potem w 1991 r. serię przejęła firma THQ, ale tylko na jeden rok. W 2002 wznowiła ją Bandai i zakończyła przygodę z Ciasteczkami w 2005 r.. W latach 2006-2008 lalki produkowało Playmates, a 2009-2013 Hasbro, w 2014 licencja powędrowała do The Bridge Direct i chyba produkuje je nadal.
Kto chce poznać szczegóły zapraszam na : http://nevergrowupdollguide.blogspot.com/2014/08/strawberry-shortcake-through.html
 
Znajdź różnice *

         Projekt Bandai SSC jest bardzo zbliżony do oryginalnych dwóch wersji. Lalka ma około 5 cali  wzrostu.  Buzia bardzo podobna do lalek Kennera, a oczy są podobne do lalek THQ, tylko jej oczy są brązowe, a nie niebieskie. Włosy są rootowane.
Ręce są wykonane z niezwykle elastycznego tworzywa.
 Jej ramiona, nogi i głowa mają te same proste pozy jak lalka Kenner.
Na plecach ma sygnatuę: TCFC BANDAI 2002 CHINA

         Teraz czas na przedstawienie pierwszej panienki, gwiazdkowego prezentu.
         Oto Berry zwana Bercią.


Bercia ma jasną cerę,  rude włosy, krótkie kręcone. Brązowe oczy i mnóstwo piegów. Ma swoje ubranko, które składa się z białej bluzeczki bez rękawów z truskawką, spodenek niebieskich w różową kratkę z różową kokardką i fioletowych butów. Ma też wmoldowane białe majteczki . Rok produkcji 2003. bez napisu BANDAI. Zamiast tego literki TCG.


         Druga laleczka jest ciemnoskóra dlatego dostała imię Choco


Choco ma włosy brązowe, kręcone i dwa długie kosmyki, zaplotłam jej warkoczyki. Przybyła do mnie w białej bluzeczce i brązowej, sztruksowej sukience bez rękawów. Nie miała też butów.  Majteczki białe wmoldowane.  Sygnaturę ma jak podana wcześniej. TCFC BANDAI 2002 CHINA


         Moje Ciasteczka wybrały się na zimowy spacer.


         A nawet postanowiły zostać Morsami. :)


Co prawda śnieg troszkę naprószył, ale zamiast wychodzić z domu wykorzystałam makatki z SH.


Buzie Ciasteczek są bardzo sympatyczne, takie trochę urwisowskie, z szerokim uśmiechem.*


Nie miałabym nic przeciwko przygarnięciu jeszcze kilku od Bandai, ale też choć po jednej z pozostałych firm. A także trochę gadżetów, bo miały fajne mebelki, a nawet zwierzaczki.

* część zdjęć pochodzi z bloga nevergrowupdollguide