Obserwatorzy

czwartek, 7 marca 2013

KARTKA Z KALENDARZA MARZEC



          Już za dwa tygodnie wiosna. Dziś  pięknie świeci słońce, choć zimny wiatr bardzo dokucza. Na wierzbach bazie, kotki na leszczynach i  przebiśniegi w moim ogrodzie  kwitną. W lesie pojawił się podbiał. Czas więc na wiosenna dziewczynę.   Dziś następna kartka z mojego kalendarza i Miss Marca.



         Urocza Bebe Jumeau 1885. Lalka ma 11 cali, czyli około 28 cm wzrostu. Suknia  niebieska w  białe paseczki. Przód obszyty koronką i niebieskie korale. Czepek biały przybrany koronkami.
         Przepiękny malunek buzi. Szaroniebieskie oczy otoczone gęstymi cieniutkimi kreskami rzęs, brązowe brwi. Pięknie namalowane usteczka. Piękne brązowe włosy  z rudawym odcieniem, zapewne z moheru.
         Niestety twórcy kalendarza poskąpili nam zdjęcia całej postaci.

środa, 6 marca 2013

MIŚ USZATEK




         W poniedziałek  upolowałam niedźwiedzia. No dobra, misia i w SH, ale co to za miś!


         Sam Miś Uszatek! Z wyglądu stary, ale jak się okazało, może mieć zaledwie 8 lat.
Jest z firmy Kolor Plusz, a oni robią Uszatka dopiero od 2005 r. Miś ma metkę z napisem:


„MIŚUSZATEK.PL Produkt licencjonowany Czesław Janczarski , Zbigniew Rychlicki. www.kolor-plusz.pl Made in Poland + logo firmy.
         Mój miś jest goły, muszę mu sprawić jakieś ubranko. Ma 30 cm.


         Uszatek ma bardzo fajna mordkę. Będzie prezentem dla mojej córki, która ma już sporą kolekcję misiów.

niedziela, 3 marca 2013

PIĘKNA NIEZNAJOMA




         Dziś tylko kilka słów. Nie wiem co mnie podkusiło. Może ta niewinna minka? Może znowu to 2 złote? No i mam. Tylko co?


         Łepek, rączki, nóżki winyl albo twarda guma. Korpus tkanina. Brązowe rootowane włosy, zamykane oczka z dziwnymi prawie białymi rzęsami. 


         Z tyłu główki  napis „by Flerens” i w kółeczku jakiś znaczek (literka? ale nie jest to zwyczajowe R).
Obszukałam w Internecie i nic. Może ktoś coś wie o mojej, na razie bezimiennej pannie?
         Ubrana w komplecik jeansowy, raczej oryginalny, choć bez metki.

P.S. Okazuje się, ze źle odczytałam sygnaturę napis brzmi "by Llorens" - hiszpańska firma  z Onil, działa od 1995 r.

czwartek, 28 lutego 2013

CZTERY TO JUŻ TŁOK





         Pomponiary mnożą się chyba przez pączkowanie. Od córki dostałam następną. To już czwarta. Dostała na imię Ruta. Pochodzi z SH, tym razem suknia była w opłakanym stanie.


         Poprzednie , to od razu widać, że siostry, Ruta jest chyba od sąsiada. Ma ciałko z miękkiego tworzywa (PCV?) i gumową główkę. Główka jest na kulkę, włosy ma rootowane i niestety oczka są tylko namalowane. Ale buziak całkiem słodki. 


Ruta jest chyba z dziesięć lat młodsza od koleżanek. Ciekawostką jest, że nóżki już fabrycznie są białe, jakby miała rajstopki.. Buciki są z tworzywa, ma bawełniane majtki, tradycyjną sukienkę i fioletowy fartuszek oraz obowiązkowy kapelusz z kulami.
Tak wygląda cała gromadka.


niedziela, 24 lutego 2013

KRÓLEWNA DESPERANDA




         Ochrzciłam ją najpierw Desperanca –od Esperanca, bo kupiłam ją w wyniku całkowitej desperacji. Jak już pisałam ostatnio cierpiałam na totalną lalkową posuchę. Wczoraj w SH zobaczyłam JĄ. Tak normalnie bym nie kupiła, ale kosztowała jedyne 2 złote, a ja potrzebowałam lalki, jak powietrza. To,  zdaje się, nazywają uzależnienieniem. Z tyłu brakowało jej części – klapki na plecach, ale nikt nie jest doskonały. Włosy były rzadkie i skołtunione, ale nikt nie jest bez wad. Była bez ubranka, trudno, coś się wykombinuje. No i zrobiło mi się jej trochę żal – może wyrzucą do śmietnika?
         W domu przypomniałam sobie królewnę Desperandę z komedii Jana Drdy „Igraszki z diabłem” i Desperanca została Desperandą.
         Oczywiście przeszukałam internet i okazało się, że moja Desperanda to Secrets Sally. (zdjęcie z netu)

Lalka ma  na główce i na plecach sygnaturę Mattela, wykonano ją w Meksyku w 1992 r. 


Ma13” wzrostu. Zrobiona jest  z bardzo twardego tworzywa i jest straszną sztywniarą. Może stać lub siedzieć,

 kręci głową dookoła, i to wszystko. Na brzuszku ma ,
no właśnie, co ? usta?


Zdobyłam w necie jej zdjęcia oraz zdjęcia pudełka

Sally miała swoje sekrety. Jeden to wychodzące z brzuszka obrazki, które ładowało się z tyłu, właśnie przez tę , klapkę, której Desperandzie brakuje.


Drugi to butki. Może je było zmieniać w rolki, miała w bucikach specjalne szufladki. Trzeci to sekretny medalion z literką S. Jedynie ten medalion zachowała moja królewna.
         Sally miała śliczne różowe kolczyki, które chyba nie przypadły do gustu poprzedniej właścicielce. Bluzeczkę i spódniczkę z elastycznego materiału w żarówiastych kolorach, czarne getry, różowe skarpetki i białe butki. We włosach różową wstążkę. (zdjęcie z netu)

         Moja jak wspomniałam ubrana była jedynie w ów sekretny medalion. Była trochę brudna i potargana. Ciałko i włosy umyły się pięknie. Okazuje się, że włosy są bardzo podatne na kręcenie. Zakręciłam grzywkę na sucho. Przymierzałyśmy różne ciuchy.


         Jednak dopiero ta sukienka od Zapf Creation zdobyła uznanie.



     
      Polubiłam Desperandę, tym bardziej, że będzie lalką, którą moja młodsza wnusia Amelka będzie mogła się pobawić, bez strachu o uszkodzenie.

piątek, 22 lutego 2013

DIANA BARRY


Buuu! Nie mam nowych lalek, coś mi się nie szczęści ostatnio.
Dziś specjalnie pojechałam na zapowiadany kiermasz używanych zabawek z nadzieją, że coś wygrzebię ciekawego. Totalna porażka. Sprzedający się nie zjawili, po za jedną dziewczynką, która oferowała cztery kloniki i kilka plastikowych zabawek.
         Trudno, trzeba odgrzebać coś starego. Od ponad pół roku są u mnie dwie laleczki, które wymagają sporo zabiegów. To rudzielec – Ania z Avonlea i brunetka – Diana. Oczywiście to ja je tak nazwałam.
         Dianę od biedy można pokazać.


         Gdy do mnie przybyła była tak straszliwie brudna, że myślałam, iż ma brązową twarz. 


Sukienka  pożółkła, nie dała się  doprać. Zmyłam brud razem z malaturą niestety i teraz jest bardzo blada.  


Trochę podkolorowałam buźkę, ale niewiele to dało. Ma czarne włoski, bardzo dobrej jakości, które rozczesałam bez trudu.
         Dostała też inną sukienkę. Diana miała rajstopki, ale też się nie doprały
i teraz ma gołe i bose nóżki. Butków też niestety jeszcze nie zrobiłam. Ania wygląda jeszcze gorzej i dlatego na razie jej nie pokażę.



poniedziałek, 18 lutego 2013

KIEŁBIE WE ŁBIE


         Tak mawiają u nas, gdy ktoś zamiast myśleć o poważnych sprawach, ciągle ma chęć na zabawy, figle i psoty. Gdyby miejscowe kumoszki podejrzewały, że moje lalki służą nie tylko historycznej kolekcji, zapewne tak by o mnie mówiły.
         Jednak dziś nie o kiełbiach, ale o Kewpie. A dokładnie o dwóch.


         W ramach ferii zimowych kilka dni bawiła u mnie Ashoka z Ashoka.pinger.pl
Prywatnie moja wnuczka, ale już całkiem poważna (na wagę lalek oczywiście) kolekcjonerka.
Przywiozła na wypoczynek na wsi grupkę lal, a wśród nich Kewpika.
         Postanowiłyśmy zrobić porównanie.
         Po pierwsze moja lalka jest większa.

         Po drugie jej lalka jest niesygnowana.
         Po trzecie różnią się kolorem makijażu – tu czerń – tam brąz
         Po czwarte moja jest piszcząca


    










     Ale po za tym wszystko się zgadza. 
        Włoski w charakterystyczne czubki uczesane, rysy buźki, 




pępuszki w kształcie półksiężyca, zabawne dołeczki na pupie, kształt dłoni. 



         Od razu widać rodzinne podobieństwo. Obydwie lubią różowy kolor. Zaraz dobrały się do tortu. (Tortu już nie widać bo zjadły.) Bo same są przecież takie słodkie. 


Moja Kewpie na te okazję przywdziała nowy ciuszek. Jak mówi, w tym jest cieplej.