Dziś następna z moich urodzinowych lal.
Arleta. Pochodzi z Hong Kongu. I to już wszystko, co o niej wiadomo.
Przeszukałam net i nic nie znalazłam. Arleta jest sikającą lalką, świadczy o tym
otwór w ustach na smoczek od butelki i dziurka w odpowiednim miejscu. Ma około 20 cm. Główka z gumy (winylu)
, a ciałko z tzw. pustego plastiku. Włosy bardzo gęsto rootowane, przyjemne w
dotyku. Krótkie, brązowe. Ładne uszy.
Oczka malowane niebieskie, z niebieskim
cieniem na powiece (!) i pięcioma namalowanymi rzęsami. Brwi brązowe. Usta
różowe z ową dziurką na smoczek. Przybyła w żółtej sukience z froty, być może
oryginalnej, za to nie ładnej.
Dostała marynarską sukienkę po misiu.
I od razu poprosiła o sesje na plaży,
bo „na plaży fajnie jest”, no i sukienka tam pasuje.
Na plażę zabrał ją Krzyś, którego już
poznaliście. Krzyś także dostał marynarskie ubranko.
Może , ktoś z Was potrafi
zidentyfikować Arletę. Będziemy wdzięczne.





