Obserwatorzy

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Asha. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Asha. Pokaż wszystkie posty

sobota, 10 sierpnia 2019

SIEDEM. CZYLI JUBILEUSZ NA BASENIE.


           Trudno uwierzyć, że to już siedem lat.
10 sierpnia 2012 napisałam


"Witajcie w świecie dziewczynki, która jakimś dziwnym zrządzeniem losu, a może przekleństwem złej wróżki jest babcią na zewnątrz, a dzieckiem w środku. Na zewnątrz żyje w XXI wieku, a wewnątrz w nieokreślonym czasie ... dawno, dawno temu. Z zewnątrz  w nowym domu na wsi, wewnątrz w baszcie Szarej Sowy na Wichrowym Wzgórzu... Przewodniczką po tym świecie będzie porcelanowa lalka Maggie. Blog będzie więc o lalkach, ale nie tylko."  
           I tak się zaczęło. Dzień później swojego bloga rozpoczęła Metka. W związku z tym razem postanowiłyśmy świętować "okrągłą" siódmą rocznicę.  Tym razem wakacyjnie, wielką imprezą na basenie.




        Jak rozmach to rozmach. Wszystko musiało być jak trzeba, to i przygotowania trwały sporo czasu. Hitem tego lata stały się pływaczki do drinków, wspaniale pasujące do lalek 12 calowych. Toteż oprócz basenu nabyłyśmy takowe.




      Potrzebna też była plaża. Znalazły się leżaki, a nawet kosz plażowy.






             Impreza bez baru i drinków, nie byłaby imprezą. Był więc bar, kolorowe drinki, napoje i przystojny barman.






                  A jak woda, to i ratownik był potrzebny.

              I miał sporo pracy bo towarzystwo prawie nie wychodziło z basenu.


                    Czasami troszkę odpoczywano na plaży.


            Czasem ktoś  wpadał do baru , a potem zasiadał z drinkiem na leżaczku.


             Ale zaraz potem znowu do basenu. Regina upodobała sobie jednorożca.




                                  I przystojnego ratownika.




                        Asha plotkowała z koleżankami i robiła sobie z nimi sweetfocie.




         Junior troszkę buszował w wodzie, ale sporo czasu spędzał w barze.


      Barbie też dobrze się bawiła, choć nie rzucała się tak bardzo w oczy.


       Najbardziej pomagał nam w sesji wiatr. Szkoda, że ja nie umiem filmiku umieścić, ale myślę, że zrobi to Metka. Wtedy zobaczycie, jak fantastycznie pływało się całemu towarzystwu.


               A na koniec sesji niespodziewane atrakcje. 




        Zdjęć jest o wiele więcej, ale sporo ich zobaczycie jeszcze u Metki, więc nie będę Was zanudzać.

           Minęło siedem lat. Moja kolekcja bardzo się rozrosła i zmieniła. Ale są od początku ze mną pewne osoby, którym chciałabym szczególnie podziękować.  To Gosia z "Lalkowych przygód z historią stroju i mody". Gosia jest moją najwierniejszą obserwatorką i komentatorką od pierwszego posta do dziś. Chce podziękować też Metce i J.D., które również są ze mną od początku i przyczyniły się do powstania wielu postów, a także do przyrostu "pogłowia" w mojej kolekcji.  Dzięki blogowi nawiązałam wiele znajomości, a nawet lalkowych przyjaźni. Dziękuję wszystkim obserwatorom, komentatorom. Dziękuję , że jesteście. ♥♥♥

P.S. Zdjecia niezawodna J.D. Dziękuję. ♥

czwartek, 25 lipca 2019

COŚ DO PICIA? DIY

          Nie co dzień można popłynąć na Wyspy Miskowe. Ale co dzień można wylegiwać się na tarasie. Ponieważ Antoni w tym roku manewrów letnich nie przewidział (może planuje zimowe?) Regina ma długi urlop i z Ashą każdą wolną chwilę wykorzystują na słodkie lenistwo.




           Oczywiście stwierdziły, że same leżaki nie wystarczą. Przydałby się stolik . Dzięki stronce DIY Barbie z fb zabrałam się za tworzenie rożnych potrzebnych latem drobiazgów.
           Ten oto stolik plażowo - tarasowy powstał z wieczka od łazienkowego odświeżacza i czterech patyczków do lodów. 


        Najpierw skleiłam dwa krzyżaki, a potem klejem na gorąco przymocowałam do plastikowego wieczka. Nóżki pomalowałam białym akrylem. I oto mamy ażurowy stoliczek.
        A co na stoliczku? Np. Gazety. Jedna sklejona z wyciętych , wydrukowanych kartek. Sporo tego znajdziecie na My Froggy Stuff.  Druga wycięta z gazety Rossmana.


       Krem do opalania? Bardzo proszę. Według instrukcji z DIY Barbie. Kawałek słomki do napojów, klej na gorąco, kawałeczek żółtej rureczki. Z jednej strony wciskamy trochę kleju i ściskamy szczypcami. Nadmiar obcinamy. Z drugiej wciskamy klej stając się żeby powstało wypukłe zakończenie i wtykamy coś co będzie przypominać końcówkę tuby lub zakrętkę.


          Tablet? Proszę uprzejmie. Obrazek wycięty z reklamy. Podklejony na kartonik, a potem na gąbkę kreatywną brokatową. Obrazek można zabezpieczyć lakierem bezbarwnym.


                                Coś do picia?
            Przystępujemy do głównego tematu, w którego ramach przygotowałam różowe drinki ze słomką i plasterkami owoców.


         Potrzebna grubsza słomka plastikowa. Gąbka kreatywna, kolorowy spinacz, modelinowe wałeczki owocowe, klej, biały brokat. Słomki tnę po 2,5 cm. Odciskam kółeczka na gąbce kreatywnej, wycinam i wklejam jako denka szklanek. Brzegi maczam w kleju i brokacie ( wygląda jak cukier) tnę cienkie krążki cytrynowe, pomarańczowe itp. nacinam do połowy i wciskam w brzeg szklanki. Otoczkę kolorowego spinacza nacinam i obrotowymi ruchami ściągam, aby uzyskać słomki. Słomki wklejam do środka , żeby się nie gubiły.
        Już tak mam, że zanim coś wyrzucę to myślę, a może się przyda? Stąd puste wkłady do długopisów, buteleczki po lekach, końcówki od nie wiadomo czego, druciki, sznureczki, bla, bla, bla. 
                           Tak właśnie powstał bidon: 


            Gumowa osłonka z długopisu., zatyczka od nie wiem czego, klej na gorąco. Z kleju jest denko i przykleiłam nim zakrętkę. I już.
            Dwa kubki do szejków powstały z plastikowych końcówek od zamknięć do leków.  Kleju na gorąco, słomek ze spinacza i farby metalicznej. 



           Na dole przykleiłam krążki z kleju. Pomalowałam wieczka i podstawki, włożyłam słomki.
          Napoje powstały z kleju na gorąco, wyciętych z reklam etykietek. Potrzebowałam też nożyka, farb metalicznych i temperówki. 


           Najpierw ucięłam odpowiednie długości wałeczków kleju i krążki, potem temperówką nieco "zaostrzyłam". Przykleiłam krążki jako zakrętki. Nakleiłam etykietki i pomalowałam farbą metaliczną zakrętki. Pomalowałam też częściowo brązową farbą Pepsi.


 
        Jak widać dziewczyny zadowolone, bo w upał pić się chce.

 
         A w weekend za tydzień, o ile pogoda dopisze, planujemy imprezkę basenową z lalkami Metki. W ten sposób chcemy uczcić rocznice naszych blogów.



 

niedziela, 1 czerwca 2014

OPOWIEŚCI AFRYKAŃSKIE




 
Akua ba

Jak zapowiedziałam w poprzednim poście, dziś o mojej drugiej zdobyczy. To Akuaba. Moja pochodzi z takiej bliźniaczej pary. 
 
figurki bliźniaków
Lalki Akuaba pochodzą z Ghany. Pierwotnie wyrabiane były w plemieniu Ashantów. Wyrabiano  je z drewna, ze spłaszczonymi głowami w kształcie dysku i szyją z zaznaczonymi obręczami. 

widok z tyłu głowy

Wygląd był podyktowany zarówno kanonem ówczesnego piękna jak i wygodą noszenia lalki w chuście na plecach. Na twarzy lalki często pojawiają się nacięcia  podobne do blizn na twarzach powstałych w wyniku obrzędowego nacinania skóry.
         Nazwa lalki wywodzi się z legendy o Akuy, kobiecie, która nie mogła mieć dzieci. Kiedy wreszcie poczuła się matką,  obawiając się o donoszenie ciąży poszła do szamana. Ten doradził jej zrobienie dziecka z drewna i opiekowania się nim. Akua zrobiła co kazał szaman, choć ludzie w wiosce ją wyśmiewali. Ona jednak nie zrażała się tym i urodziła zdrową, śliczną dziewczynkę. Wkrótce inne kobiety w odmiennym stanie zaczęły naśladować Akuę. Lalkę nazwano Akua ba – Dziecko Akuy.
 
Ashantka: z dzieckiem i z Akuabą

         Tak więc pierwotnie lalki te służyły ciężarnym kobietom jako magia ochronna. Początkowo przedstawiały tylko dziewczynki, co tłumaczy się nie tylko tym, że dziecko Akuy było dziewczynką, ale lud Ashanti jest matrylinearny (dziecko należy do rodziny matki). Często Akuaby były przekazywane córkom przez matki. Dziś lalki te znane są powszechnie i w większości wyrabiane dla turystów jako pamiątki a Ghany, a także jako prezenty na ślub lub dla ciężarnej kobiety. Pojawiły się też miniaturki noszone jako wisiorki, bransoletki, a nawet kolczyki. 
 
Czy nie skrada się tu lew?

         Moja lalka na cześć plemienia dostała imię Asha. Ma 17 cm wzrostu. Wykonana jest z drewna, pomalowana na czarno. Czas wykonania to druga połowa XX w., dokładniej nie znalazłam. Asha ma uszkodzoną podstawę , a co za tym idzie jedną stópkę. Widać, że jest wykonana ręcznie (ślady dłuta, krzywe linie), jednak nie da się ukryć, że jest wyrobem dla turystów. Jeśli dobrze się przypatrzycie, ma pod okiem plamkę w kształcie łezki. 
 
Czasem płaczę, tęsknię za mamą.

         Żeby pocieszyć Ashę na przywitanie podarowałam jej cztery naszyjniki ze szklanych paciorków, z których się bardzo ucieszyła.
 
Mam paciorki

         Dziś zrobiłyśmy sesyjkę na plaży, która miała udawać rodzinne strony Ashy. 
Tam się zaczyna dżungla.
Na skraju pustyni.
Chyba się zgubiłam.
Tutaj Asha tropi strusia