Obserwatorzy

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Arielka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Arielka. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 13 maja 2021

CHOĆ OPOWIEM CI BAJECZKĘ

          Nie przepadam za lalkami o miękkich korpusach, bo są ogromnie kłopotliwe przy robieniu zdjęć. Ale czasem trafi się lalka, której nie mogę zostawić. Szkoda mi, że wpadnie w "niepowołane ręce" i skończy w śmietniku.  Tym razem padło na aż dwie bajkowe postaci.

                                        Królewna Śnieżka


                                                 i Arielka

 


                     Panny w doskonałym stanie, czyściutkie, włoski ładne. Uczesałam bez problemu.


       Stwierdziłam, że jak nie zaiskrzy to pójdą w świat. Obydwie księżniczki powstały przy współpracy Disneya i Vivid Imaginations Ltd. GB. W serii czterech księżniczek 16". Niestety nie wiem, który rok produkcji.


 

środa, 12 lipca 2017

FANTASY



      Czy ja mam jakąś lalkę fantasy? Jedyna przedstawicielka tego gatunku to chyba Wilkołaczka Klaudynka. Ale czy na pewno? Chyba tak, wszak w literaturze fantasy występują wilkołaki.  

No, nareszcie pełnia!

      Ale może jednak trzeba zajrzeć do Wikipedii? No to zaglądajmy.

    „ Charakterystyczne jest także występowanie obok gatunku ludzkiego gatunków istot mitycznych lub baśniowych, takich jak: elfy, krasnoludy, trolle, gobliny, smoki,wiedźmy koboldy, gargulce, centaury, jednorożce, driady. „
      To w takim razie i syreny, rzecz jasna.
      Co do syren to posiadam  Juratę ( Arielkę od Simba), Akwamarynę i kilka zapasowych ogonów jakby co.
Stada syren zgodziły się dopełnić Barbie Hollywood Hair oraz Nelly od MGA
Panny zażyczyły sobie odpowiednich plenerów. Wszak mityczne syreny muszą siedzieć na skałach, pięknie śpiewać i wabić żeglarzy.
 
Te skały nie są zbyt wygodne, może się przeniesiemy?
       W mitologii greckiej nie były bynajmniej sympatycznymi córkami Neptuna (v. Arielka), ale morskimi potworami, które zwabiały śpiewem żeglarzy, aby zatopić statki na skałach, a potem pożreć rozbitków. Moja gromadka obiecała, że ograniczy się do śpiewania i wabienia żeglarzy seksapilem, zupełnie bez kulinarnych zamiarów.

O! widzę rybkę!
Świetne fale, a ja deski nie zabrałam :(
Nie ma to jak leżaczki na molo :)

      Żadnych innych postaci z gatunku fantasy nie posiadam. Ale przyznam się, że bardzo żałuję, że u nas przemysł lalkowy leży . Marzy mi się artykułowana figurka Wiedźmina oczywiście w wydaniu Michała Żebrowskiego.

poniedziałek, 22 lutego 2016

PRÓŻNY TRUD




         Najlepiej to nic sobie nie obiecywać! Podobno jak człowiek coś sobie obiecuje, to diabeł zaciera ręce.  Mnie też się nie udało. Obiecałam sobie, że nie będzie w mojej kolekcji lalek Barbie i jej podobnych, czyli fashion 12 cali. Wszystkie moje zdobycze odpowiadające tym parametrom miały trafiać do Metki. I co? Z jednej strony wszystkie (prawie) kupione do niej trafiły, ale nieładnie jest oddawać prezenty, prawda? Darczyńca mógłby się poczuć urażony, mogłoby mu być smutno, że niedoceniałam prezentu. I tak dorobiłam się już sporego stadka baśkowatych.  A dokładnie siedmiu. Po jednej od:  Mattela – MH,  Simby ,  Manley, Plasty, Lundby, Pedigree i Hasbro.  Z tego towarzystwa cztery to prezenty.
 
Stadko baśkowatych
         No i dałam za wygraną. Postanowiłam przygarniać po jednej z każdej firmy, lub rodzaju, pod warunkiem, że będą to panny co najmniej 30letnie, no chyba, że znów trafi się jakiś prezent.
 
Manley - Donna
Sindy od Pedigree i Sindy - Akwamaryna od Hsbro
Petra von Plasty i Petra - Anjelica od Lundby
Arielka - Jurata od Simby
         Całe szczęście nie zarzekałam się maluchów, bo ich przyrost jest naprawdę spory. Od Mattela chyba z 11, od Simby 7, no i innych też spora garstka. Ale o nich innym razem. Tutaj tylko dwie Kelly towarzyszą Klaudynce. 
 
Klaudynka MH i Kelluszki
      Oczywiście będę wdzięczna za każdą identyfikację, bo ciągle mobilizuję się do robienia kart katalogowych.
Kelly Love 'N Care 2000

czwartek, 16 lipca 2015

LEGENDA O JURACIE




         Jedni powiadają, że imię Jurata pochodzi od litewskiego jurate – syrena, co u Litwinów jednoznaczne jest z bałtycką boginką. Jurata była królową wszystkich bałtyckich syren. Mieszkała w bursztynowym pałacu na dnie morza. I odtąd legendy są bardzo rozbieżne. Jedne mówią , ze boginka była łagodna i dobrotliwa, chętnie pomagała rybakom, współczując ich ciężkiej pracy na morzu, inne, że całkiem odwrotnie. Podobno gniewała się na rybaków, że łowili ryby – jej służki. Aż pewnego dnia zobaczyła pięknego, młodego rybaka i zakochała się w nim. I znowu legendy nie są ze sobą zgodne, bo jedna mówi, że w Juracie zakochał się też Perkun – odpowiednik Neptuna, a inna, że Perkun był ojcem Juraty. W każdym razie rozgniewał się bardzo dowiedziawszy się o romansie Syreny ze śmiertelnikiem. W  przypływie gniewu roztrzaskał piorunem bursztynowy pałac Juraty pozbawiając życia kochanków. W innej wersji tylko rybaka.. Odtąd w czasie sztormu Bałtyk wyrzuca na brzeg szczątki jantarowego pałacu. W innej zaś wersji bursztyny to łzy Juraty po stracie ukochanego.

         Poznajcie Juratę.

         Przybyła do mnie od Ewy. Ewuś serdeczne dzięki raz jeszcze. Przesyłkę odebrał mój M, bo ja akurat leżałam w szpitalu.
Zadzwonił i mówi „Przyszedł list z jakąś czerwoną Barbie w środku”.


         Szczerze mówiąc nie mogłam doczekać się zobaczenia lalki. Ale musiałam poczekać prawie tydzień.


         Czerwona Barbie okazała się być Disnejowską Arielką. Podobno we Wrocławiu bardzo tęskniła za morzem. Podobno nie mogła tam nosić ogona, żeby nie wzbudzać sensacji.
Dlatego przyjechała w sukience i butach na wysokim obcasie. Ewa na drogę zaopatrzyła ją w śliczny sweterek.


         Jak to tylko było możliwe zabrałam Syrenkę nad morze i tu okazało się, że nie jest to wcale żadna Arielka, tylko nasza swojska Jurata – Pani Bałtyku. 


         Perkun czy też Neptun powitał ją wietrzną pogodą i wysoką falą. (Wiem coś o tym, bo musiałam zmieniać spodnie :)  ) Wiatr był zimny, więc sweterek się przydał.


         Jurata długo wpatrywała się w morze, pewnie rozmyślając o swoim ukochanym.

czwartek, 1 stycznia 2015

NIECH STRZELĄ KORKI SZAMPANA




         No i mamy 2015! 
         Starodawnym obyczajem życzymy Wam wszystkim Do Siego Roku! A w tym Nowym Roku niech się Wam darzy wszystko lalkowe w wielkiej obfitości. Spełnienia marzeń, dużo zdrowia i wielkiej kasy, wygranych aukcji i udanych polowań w SH i na  targowiskach.  Wielkich przecen w hipermarketach i prezentów zewsząd. Wielkiego lalkowania!
         A Maggie zaprasza na dalszą część nocy Sylwestrowej, na wielki bal.  Niech strzelą korki szampana, niech orkiestra gra do rana!

Jak widzicie Maggie przebierała się kilka razy

Arielce asystuje Filip od Disneya (od Ewy)


sobota, 10 sierpnia 2013

MIJAJĄ DNI, MIESIĄCE, MIJA ROK




Siedzimy sobie w salonie Baszty Szarej Sowy na Wichrowym Wzgórzu i gawędzimy. Wszystko posprzątane, poukładane, wyczyszczone na błysk. Maggie oczekuje gości.

Obydwie nie możemy uwierzyć, że minął już rok. A właściwie dwa, bo zanim blog zagościł w Internecie, przez rok był tylko w moim komputerze. Że na początku lalek było osiem i wszystkie miały na imię Małgorzta.


Były to: MAGGIE, GRETA, MAŁGOŚKA, MARGOT, GONIA, GOSIA,  RITA i GOSIULKA. Dziś trudno je policzyć, ale jest ponad 120. I odmian imienia Małgorzata nie starczyło. Do porcelanek dołączyły inne lalki, a ciągle marzymy o następnych.
Ale my tu gadu, gadu, a dzwonek do drzwi wprost się urywa. Goście się zjawili. I nie z pustymi rękami jak widzicie. Kwiaty , życzenia i prezenty. 


Arielka przyniosła ulubione przez jubilatkę róże


Mimi odśpiewała ułożoną na tę okazję arię, której nie powstydziłaby się żadna operetka.


 Małgorzatka, przyrodnia siostra Maggie przyjechała prosto z Krakowa. Przywiozła w prezencie, coś o czym Maggie marzyła od dawna – telewizor. Piękny, niemiecki telewizor, w różowej obudowie.


Maggie zaprasza do stołu. Najpierw tradycyjnie, po angielsku, herbatka.




Potem tort, słodkości


 i coś na toast.


Maggie chwali się nowymi nabytkami. Oto piękna nowa witryna (z pudełka po whisky)


I prawdziwy zegar kominkowy, mosiądz lśni jak złoto. Potem wiele wspomnień i nowinek snutych aż do wieczora. W międzyczasie wpadali goście prawdziwi i wirtualni.


Maggie i jej skromna kronikarka dziękują wszystkim, którzy przez ten rok odwiedzali nas w Świecie według Maggie. Dziękujemy za życzliwe komentarze i dobre rady. Mamy nadzieję, że zostaniecie z nami na przyszły rok, że nadal będziecie nas odwiedzać i dzielić się z nami swoimi uwagami i miłym, ciepłym, serdecznym słowem.
Maggie i Szara Sowa.


wtorek, 11 grudnia 2012

DAWNO, DAWNO TEMU ...




         Dawno, dawno temu ... Tak zaczynają się wszystkie baśnie świata.
 I tuż przed gwiazdką wydawnictwo DeAgostini kusi nas baśniowymi księżniczkami z porcelany.


      Tym razem zmieniono politykę wydawniczą i wszystkie księżniczki Disney’a ukazały się na raz i to w cenie 9,90 PLN. Widać wreszcie doszli do wniosku, że nikt nie zapłaci za 20 cm porcelankę 35 zł.
         Laleczki są całe z porcelany, ale tym razem buzie różnią się od poprzednich. (Damy i ludowe miały jeden mold). Różnią się też między sobą kształtem oczu i makijażem. Niestety już suknie zostawiają dużo do życzenia. Po pierwsze są przyklejane do ciała klejem, tak jak i biżuteria. Po drugie jedna księżniczka – kilka sukni, w tym niektóre przypadkowe. No i kolory – np. brudnożółty ma udawać złoty. Wykończenie sukni też nie najlepsze. Włosy kiepskiej jakości. Jak zwykle trafiają się egzemplarze zezowate, poplamione itp. 



         Ja skusiłam się na Arielkę. Był jeszcze Kopciuszek w identycznej jak u Arielki sukni, ale buzia była fatalnie pomalowana.
         Mam też ochotę na czarnowłosą Śnieżkę w niebiesko-czerwono-żółtym stroju, ale nie wiem czy uda mi się zdobyć. Jak na razie nigdzie nie widziałam.
         Jeszcze jedno zdjęcie Arielki w mojej graciarni na oknie.