Obserwatorzy

środa, 3 września 2014

I NASTAŁ WRZESIEŃ





 „Wrzesień przecieka mi przez palce, szkolnym dzwonkiem, fioletowym wrzosem...” Wrzesień, nostalgiczna pora, czas powrotów. Jeszcze tylko krótkie wypady do naszych ukochanych Klanin. Wrzosy kwitną wszystkimi odcieniami fioletu. 


Grzybów nie ma, susza straszna, miejscami mchy wysuszone na wiór. Ale wrzosy są. Grażka wybrała się na spacer wśród wrzosowiska.


Udało się jej znaleźć dorodne borówki, niestety pojedyncze. W ubiegłym roku było ich mnóstwo.


O jaka fajna szyszka!


A tu znowu takie malutkie, w sam raz dla mnie!


Chwila nieuwagi i Grażynka ląduje w dole pod korzeniem przewróconego drzewa.


Jak stąd się wydostać?


Wracając zatrzymaliśmy się nad Wdą w miejscu obozowania św. Jana Pawła II podczas spływu kajakowego w 1956 r.


Nad wodą rosły takie piękne kwiatki.









A to mała próbka mojej fotografii podwodnej.


Grażynka pochodzi z firmy TAI NAM ltd. z Hong Kongu.


Znani są z produkcji „gadających zwierzątek”. Lalka też mówi, a właściwie mówiła, dwa zdania. Niestety teraz tylko chrypi niezrozumiale. Grażynka ma 15 cm wzrostu. Podstawową artykulację. Dwa guziczki do naciskania na plecach i głośniczek z przodu.



Ma ładną buzię i „prawdziwe” oczka, niebieskie. Przybyła do mnie w oryginalnym ubranku i własnych butkach.

A tu jeszcze porównanie z Simbowymi maluchami.




niedziela, 31 sierpnia 2014

KONIEC WAKACJI




        " 31 sierpnia 2014 r. Wakacje się skończyły. W ten ostatni dzień wolności postanowiłem, że nie pójdę do szkoły. Nie, nigdy. Dlatego postanowiłem uciec na morze.

Popłynę wielkim statkiem, zwiedzę dalekie lądy i to nie palcem po mapie. Przeżyję wielkie przygody.


         Na morzu były ogromne fale i mój okręt rozbił się o skały. Uczepiłem się więc jakiejś belki i tak dopłynąłem do brzegu.


         Fala wyrzuciła mnie na bezludnej wyspie.


         Dookoła tylko piach i piach.


         Nazbierałem drewna 


         I zbudowałem wspaniały fort.


         Moją samotność dzieliły tylko mewy.


         A tu cię mam – powiedziała i zaniosła mnie na koc – Wracamy do domu Kajtek.
Koniec wakacji."


         Kajtek pochodzi z Chin, firma CHAP MEI  produkuje plastikowe figurki i sprzęt sportowy.

środa, 27 sierpnia 2014

KONIK, Z DRZEWA KOŃ NA BIEGUNACH...



 
Konik na biegunach,  dwór  z Luzina.
         Każdy powinien go mieć, ale ja nie miałam, ani moje dzieci – cóż bieda PRL u. Za to mojej pierwszej wnuczce kupiliśmy na gwiazdkę.
         Obiecałam Wam zabawki ze skansenu we Wdzydzach i dotrzymuje słowa. Na pewno zauważycie różnicę miedzy zabawkami dzieci chłopskich, a dzieci drobnej szlachty.
         To zaczynamy od koników:
Wózek pchacz ze dworu z Luzina.
Zabawki wiejskie, koń i wóz.

         Koniki dla chłopców, i jeszcze taczki, szczudła, samoloty, łódeczki, proce i łuki.

Zabawki wiejskie.

         A dla dziewczynek wiadomo lalki, misie i całe oprzyrządowanie: wózki, kołyski, koszyczki. Był nawet kołowrotek.

Zabawki ze dworu z Luzina

Wózek i  kołyska, zabawki ludowe.

         
Miałam podobny w dzieciństwie - niebieski.
 
Szmacianka w koszu.
Piękny konik, dziecięcy kołowrotek, lalka i piłka szmacianki.

 Wiadomo podział umowny, bo przecież czasem dziewczynki wykazują techniczne zainteresowania, a chłopcy chcą być dobrym tatusiem.

Tarcza i łuk, a obok za wózkiem hulajnoga.

         Nie ma zimy bez sanek. Jak widzicie i tu zakradła się Iga.

Sanie dziecięce, dwór z Luzina.

         Zostając w temacie dzieci, były tam też takie ładne stroje

Letnie ubranka dziecięce, dwór z Luzina.

         Drewniane piórniki i liczydła, sama miałam taki piórnik


         A na koniec fajny bujak – kurka.

Zabawka ludowa.

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

TO JE KLEKA





            A to je Iga.

            Iga to Kapustaka. Dziś Iga zabierze Was tym wspaniałym wozem na Kaszuby. 


            Najpierw zobaczycie Stolece czyli stolicę Kaszub Kościerzynę.
Miniatura kościoła Świętej Trójcy
Fragment pomnika Remusa
Miniatura kamieniczek przy Rynku Staromiejskim
Miniatura kościoła Zmartwychwstańców


            To tylko przedsmak przygód Igi, która wybrała się do Kaszubskiego Parku Etnograficznego. Położonego nad przepięknym jeziorem Gołuń we wsi Wdzydze Kiszewskie. Założonego w 1906 r. przez Teodorę i Izydora Gulgowskiech.



            W parku zgromadzono zabytkowe budowle wiejskie z terenu Kaszub i Kociewia. W tym dwa kościoły, dwa wiatraki, dwie karczmy (czynne, tanie i pyszne pierogi), kilka dworków szlacheckich, szkołę, chaty, stodoły, chlewiki i budynki rzemieślnicze: kuźnię, tartak, zakład kołodzieja, stolarza oraz wiele narzędzi i sprzętów od XVIII do XX w.

Próbowała mielić na żarnach.
Zaprzyjaźniła się z Damroką.
Sprawdziła, czy w młynku jest kawa.

 
Przędła na kołowrotku.

            Iga wszędzie starała się wśliznąć i pokazać Wam wszystko, co uważała za ciekawe. 

Wygrzewała się na zapiecku.

 
W szkole uczyła się pisać piórem.
A w takiej ławce, to ja osobiście siedziałam w I Klasie.

             

 
Koniom siano włożyła za drabinki
Sprawdziła, czy siodło wygodne
A w końcu i tak władowała się na bryczkę
           Ja ze swojej strony zapowiadam następny post, który będzie dotyczył zabawek znajdujących się w skansenie.

Na koniec chce Wam pokazać cudny piec kuchenny, kaflowy, w jednym z domów. Tak mnie urzekł, że chętnie bym w tej chacie zamieszkała na stałe.


 Swoją drogą wnętrza takich starych chałup i dworków byłyby niezłym wyzwaniem dla koleżanek miniaturzystek.