Obserwatorzy

wtorek, 21 sierpnia 2012

GOD SAVE THE QUEEN

Muszę się Wam koniecznie pochwalić wczorajszymi zdobyczami. Ostatnio trochę zaszalałam z lalkami, więc z bólem serca kupiłam tylko dwie. Należą do kolekcji
 "Costume dolls by Peggy Nisbet" z 1960 r.
      Oto jej wysokość Królowa Wiktoria.

     A tu jedna z nieszczęsnych żon Henryka VIII - Katarzyna Howard

Laleczek było więcej, Henio miał niestety urwaną nogę, a inne żony nie miały swoich certyfikatów więc zdecydowałam się na Kasię. 

WITAJ KAROLCIU


KAROLINKA

         Na początku stycznia otworzono nowy lumpek. Koleżanka poinformowała mnie, że widziała tam zabawki. Było tuż przed 17.oo, kiedy weszłam do sklepu. W skrzyniach nie było już nic ciekawego, ale kiedy wychodziłam zobaczyłam w kąciku zabaw dla dzieci piękną lalkę siedzącą na krzesełku.

Była wielka. Zapytałam czy jest do sprzedania.
- Tak, oczywiście.
- A ile kosztuje?
- To na wagę, dziś jest po 15 zł – odpowiedziała sprzedawczyni.
Laka kosztowała 28 zł. Wzięłam bez wahania i dopiero jak zapłaciłam okazało się, że nie jest porcelanowa. Robiona jest jak porcelanki z materiałowym korpusem z twardego winylu.

 Błąd swój odkryłam przyglądając się włosom. Lalka pochodzi od  słynnej hiszpańskiej projektantki Carmen Gonzalez.  Wyprodukowano ją w Hiszpanii w 1993 r. Lalka miała różową sukienkę z białymi dodatkami, białe pantalony i róże we włosach. Była bosa.

Mój kot zaraz się w niej zakochał.

Ponieważ Karolinka ma 70 cm wzrostu, łatwo na nią kupić ubranka. Ma już trzy sukienki

 oraz wakacyjne ubranko spodenki+ bluzeczkę.

poniedziałek, 20 sierpnia 2012

WAMPIREM JESTEM


KATERINA

W pewien poniedziałek koleżanka dała mi cynk, że w ulubionym SH jest duża porcelanka. No i była, ale ważyła ponad kilogram, zdecydowałam odczekać, aż będzie taniej. Lalek było kilka, więc była nadzieja. W czwartek nie wytrzymałam presji pojechałam i kupiłam.Zapłaciłam 15 zł i 1 grosz. 

Katerina ma około 56 cm wzrostu, brązowe włosy i jasnozielone oczy.
 Piękną, miętową suknię w stylu wiktoriańskim. Niestety nie jest sygnowana, ani zbyt stara. Suknia zapina się na rzepy.
 
Zmieniłam nieco dodatki, bo róże, które miała przy sukni nie wyglądały ładnie, a perły to była straszna tandeta - choinkowy łańcuch. Katerina miała zapewne kapelusz, ale nie dotrwał do naszych czasów. Może kiedyś zrobię jej nowy. Imię nadała moja córka, bo lalka przypomina jej bohaterkę z serialu Dzienniki wampirów. 

Katerina jest prawie trzy razy większa od Maggie, która wygląda przy niej jak lalka dla lalki.  Nie ukrywam, że uważam ją za najpiękniejszą z moich lal.
Ma wiele zdjęć w domu i w ogrodzie.









niedziela, 19 sierpnia 2012

KRAKOWIANKA JEDNA MIAŁA CHŁOPCA Z DREWNA


Przedstawiam Wam moje drewniaczki. Niestety nie mogę pochwalić się Peg Dolls, choć marzę o nich. Do niedawna marzyłam o Kokeshi i Matrioszkach i moje marzenia się spełniły , więc może i inne się spełnią.
 Kokeshi

Oto moje mini Kokeshi, są naprawdę mini, maja 3 cm. Stoją na półeczce w regaliku u Maggie.


         Zdobyłam też niedawno upragnioną większą kokeshi. Współczesną, co prawda, i troszkę uszkodzoną, ale mam. Ma 15 cm i jest biała. Brakuje jej kokardki i rękawków kimona. Dostała na imię Yoko. Oczywiście wypatrzyłam ją w lumpku i zapłaciłam grosze. Nowa wygląda tak.(zdj. z netu)



A to momiji Rainbows. Momiji to laleczka typu kokeshi, ale nie musi być drewniana. Moja ma oznaczenie  o’06, to chyba 2006 r., jest zrobiona z jakiejś ciężkiej żywicy.

Matrioszki

Pierwszą Matrioszkę, a właściwie tylko jej namiastkę, 4 cm laleczkę nieotwieraną dostałam od szwagierki, która kupiła ją na bazarze w  początku lat 90tych.

Długo polowałam w SH i wreszcie mam też prawdziwą MATRIOSZKĘ. Pięciolalkową, trochę sfatygowaną (musiałam posklejać) , ale mam.


Matrioszka z prosiaczkiem. Dałam za nią śmieszne 1,60. Pierwsza laleczka była w częściach, dobrze, że nic nie brakowało i dało się posklejać. Źle spasowane elementy spowodowały pęknięcia także laleczki nr. 3.

         Oczywiście nadal liczę na powiększenie drewnianego grona

piątek, 17 sierpnia 2012

SPOD SAMIUŚKICH TATER


         A nawet spod lawiny ciuchów w garderobie, wygrzebałam Halkę. Ma trzydzieści parę lat i jest z Cepelii. Lalka etniczna w stroju góralskim, ale nie tatrzańskim. To strój z okolic Dukli.  Brak jej drewnianej podstawki i jak się okazało ma jedną nogę krótszą i nie może sama stać. Wykonana jest z tkaniny i drutu. Cały strój ma się dobrze z wyjątkiem papierowego wianka i spłowiałej aksamitki. To da się jednak wymienić. Lalusie nazwały ją Ciotką Halką.

         W latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych Cepelia nie tylko sprzedawała mnóstwo tego typu lalek, ale organizowała biennale lalek etnicznych. Miało powstać muzeum, ale jakoś nie powstało. Dziś w większości w sklepach Cepelii sprzedaje się winylowe niezbyt piękne lalki, za to ubrane w piękne stroje ludowe. Mam tylko nadzieję, że nie są Made in China. Halka to w końcu lalka z charakterem.

Kiedyś dostałam w prezencie porcelanową składankę. Miała prawdziwe, ludzkie włosy, okropne, siwe i martwe. Wyglądała upiornie. Włosy odkleiłam i wyrzuciłam. Laleczka czeka na peruczkę. Buźkę ma ładną, ale obawiam się, że rączki i nóżki są od innej lalki, znacznie większej. Korpus, ktoś szył sam, nieporadnie. Sukienkę miała za dużą i wyglądała jak sierotka. Długo nad nią myślałam, aż moja sierotka doczekała się  nowego image’u. Nie ma nadal włosów i dlatego nosi czepek mężatki. Dostała strój ludowy z Beskidu Śląskiego z okolic Koniakowa. Bluzkę uszyłam ze starej gipiurowej bluzeczki, a spódnicę z satynowych spodni od piżamy. Czepek niestety nie wyszedł najlepiej, może uda mi się zdobyć mniejszy niemowlęcy.  Lalka dostała na imię – Maryna, jak na Góralkę przystało.

         To jest Piroshka. Węgierska lalka etniczna – szmacianka.Ma przeszło trzydzieści lat. Piroshkę dostałam od Ewy, węgierskiej przyjaciółki. Kiedyś studiowałam etnografię i fascynowałam się sztuką ludową.

Truda pochodzi ze Szwarcwaldu, jest malutka, plastikowa i ma nieziemski kapelusz – bullenhut.

          A to dwie Holenderki. Pierwsza z celuloidu, z zamykanymi oczkami, ma drewniaki. Dałam jej na imię Saskia. Druga mniejsza jest z gumy, ma namalowane butki i skarpetki i ogromną żółta chustę. Ma na imię Hennie.
Nie udało mi się na razie odkryć z jakich regionów pochodzą.

Mała porcelanka  z SH miała  przyczepioną karteczkę – Leonardo Collection z jednej strony, a z drugiej My name is Heather. Ubrana jest w szkocki strój. Ponieważ już jedną Heather mam, małą nazwałam HETTIE.


czwartek, 16 sierpnia 2012

AFRYKA DZIKA



         "Dziś  z Afryki ma przyjechać do nad gość!"
A tak naprawdę to przybył jakiś czas temu. Przygarnęłam biedactwo z wielkiej szuflady lumpeksu płacąc jedyne 50 groszy. I do wieczora nie wiedziałam, że mam skarb.

         Laleczka wyglądała na lata pięćdziesiąte i kupiłam ją jako wspomnienie mojego murzynka. Tymczasem na portalu aukcyjnym znalazłam jego braciszka. Lalka sygnowana Johennesburg Afryka Południowa CAT 22 PMI Po Box 1921,
Z twardego tworzywa,  wyprodukowana około  1949 r.. Cena 150$. Mojemu brak tarczy, włóczni i koralików. Ale ma strój ze skóry antylopy i metalowe bransoletki na nadgarstkach. Lalka ma zamykane oczy. Są bardzo ciekawe, bo nie ze szkła, gałki wklęsłe białe z czarną kropką pośrodku, powieki wypukłe w kolorze skóry.  Rączki są ruchome , ale nóżki  i głowa odlane wraz z korpusem. Widać zgrzewy. Fajnie są zrobione uszy, odlane tylko z przednią połową głowy, odstają. Włosy pokryte jakby przyklejonym welurem. Dostał na imię CZAKA na cześć króla Zulusów.

         A tu maleńki skarb, laleczka z mojego dzieciństwa  Murzyniątko. Nazwałam go BAMBO, na cześć wierszyka z Elementarza. Te laleczki kupowało się w kiosku RUCHu,  najmniejsze laleczki z namalowanymi oczkami kosztowały 3,80.
 
Całości przedstawicieli Afryki dopełnia porcelanowa Małgorzata, którą już poznaliście. Reszta lalek etnicznych w następnym poście.



THESE BOOTS ARE MADE FOR WALKIN'*


         Maggie od rana podśpiewuje These boots are made for walkin’ (Te buty są zrobione do chodzenia).
         Ja: Co ty z tymi butami, przecież masz.
         M: Mam, ale moja koleżanka z Cali Girls nie ma!
         Ja: Po co buty plażówce?
         M: No wiesz, jeżowce, meduzy, gorący piasek i te sprawy.
         Ja: Acha i co?
         M: No to jej zrób!
         Ja: Ja? Wiesz jakie to maleństwa?
         M: Robiłaś już buty!
         Ja: Ta, ale porcelankom.
         M: Poradzisz sobie .
Maggie wyraźnie się podlizuje.
         I tak powstał ten tutorial, żeby i Wam nie było za dobrze, gdy Wasze wielko i płaskostope zechcą butów.

         Zrobimy więc sandały lub klapki dla płaskostopek.
Co przygotować:
1. cienki kartonik np. z pudełka po ryżu.
2. cienką piankę do robót ręcznych ( np z zestawu dla przedszkolaka), albo skórę (materiał skóropodobny)
3. Cienką gumkę, ja miałam z ramiączka od topu, na klapki może być coś nierozciągliwego np. wstążka.
4. Ołówek, nożyczki, klej typu super glue, patyczek do kleju, kawałek plastelinki do mocowania.

No to zaczynamy.


1. Na kartoniku odrysowujemy stopę. 2. wycinamy modełko. 3. Z pianki /skórki wycinamy 4 sztuki wg wzoru, po dwie podeszwy na prawą i 2 na lewą nogę.


4. Odcinamy kawałek gumki, najpierw przymierzając do nogi.
5. Przyklejamy do stópki plastelinkę mocującą.
6. Przyklejamy podeszwę do stópki.
7. Pod spód podeszwy klejem przyklejamy jedną stronę gumki.


8. Zakładamy gumkę na nóżkę na krzyż i koniec gumki przyklejamy do podeszwy.
9. Smarujemy podeszwę klejem i na wierzch przyklejamy drugą część podeszwy.
10. Sandałki gotowe. Możemy usunąć mocującą plastelinkę.
11. A tu klapki, o tyle łatwiej, że pasek materiału mocujemy bez żadnego przekładania z jednej i drugiej strony podeszwy.

      I to już wszystko, powodzenia.