Obserwatorzy

piątek, 8 kwietnia 2016

MALOVANI DZBANKU





         Jak obiecałam mój nabytek już po SPA. A w SPA przeżyliśmy horror. Zamoczyłam lalkę w misce z mydlinami i naklejone oczka spłynęły.


         Dobrze, że zauważyłam i znalazłam na dnie miski. Położyłam na miejscu i myślałam, że jak wyschnie będzie w porządku. Akurat! Całe szczęście dały się przykleić na Magika.

         Ubranko po wypraniu nieco przerobiłam. Było przyszyte na lalce, ja  w odpowiednich miejscach przyszyłam zatrzaski. Bez problemu można lalę rozebrać i ubrać. Serdaczek został dodatkowo ozdobiony broszką. Niestety buty też były przyklejone na nogach. Teraz pożyczyliśmy butki od porcelanki. Dostała też chusteczkę na głowę.
         Ponieważ lalka jest Czeszką, a właściwie Morawianką dostała na imię Eliszka.
         Eliszka pochodzi ze Spółdzielni Lidova Tvorba z Uherskiego Brodu w Południowych Morawach. To coś podobnego do naszej Cepelii.  W 1936 r. powołano ją do propagowania rękodzieła ludowego Słowacji i Moraw.  Spółdzielnia wytwarza przede wszystkim lalki w strojach ludowych.  Lalki nie były sygnowane, tylko do rączki była doczepiana karteczka – sygnatura.



         Co ciekawe te same lalki ubierano zarówno w kobiece, jak i męskie stroje. Oto przykład.

         Eliszka, po odzyskaniu pełnej krasy postanowiła zrobić sobie wiosenną wycieczkę.

         Odwiedziła też „Krumlowski zamek” (prywatnie naszą wędzarnię).


         Nazbierała kwiatków do dzbanka i tylko żałowała , że jeszcze nie kwitną jabłonie.

Dzięki Eliszce dowiedziałam sie kim naprawdę jest Fryda, zwana Frytką 

http://sowa58.blogspot.com/2014/04/amnestia.html

Ponieważ była sygnowana ARI , uznałam jej strój za niemiecki, choć koleżanka od , której ją dostałam , mówiła, że rodzice przywieźli ją z Czech. Okazuje się, że pochodzi z Lidovej Tvorby. 
Ula pisała, że spółdzielnia zamawiała lalki z NRD, co do ARI to nie ma wątpliwości, ale skąd pochodzi Eliszka?

poniedziałek, 4 kwietnia 2016

A KTO WIDZIAŁ DZIUBDZIUBA...





         Ten post jest z serii „ktokolwiek widział, ktokolwiek wie”, czyli lalkowe zagadki.
         Wczoraj korzystając z pięknej pogody wybraliśmy się do Gdańska zahaczając o giełdę w Pruszczu. Jeszcze w takim korku nie stałam. Na giełdzie tłumy sprzedających i kupujących, towary od „igły do samochodu”. Jednak upolować to, co się chce wielka sztuka.
         Upolowałam niedźwiedzia i zająca. Tak naprawdę miśkę i zajączka z Sylvanian Family po 1,50 sztuka. O Moich Sylvanianach muszę zrobić jakiś osobny post, bardzo lubię te zwierzaczki.

To dotychczasowe, bez dwóch nowych.

         W tej samej cenie, padły moim łupem dwa blistery z ciuszkami dla barbiowatych. Nie mam pojęcia  dla których lalek były , bo nic nie mogę znaleźć o tej sygnaturce na kartoniku, wydaje mi się, że to połączenie liter  HFP. Byłabym wdzięczna za informację. Ucieszyłam się, bo w obu były buty, które pasują na moją Petrę.



         Trzeci łup to stara lalka, chyba z lat 60tych. Wysokość 30 cm. Głowa i tyłów z celuloidu, ręce i nóżki z gumy, dosyć miękkiej. Niestety nie miała żadnej sygnatury. Ubranko przyszyte na lalce , regionalne. Koronki nie są stylonowe, tylko bawełniane, bardzo delikatne (teraz się moczą). Niestety zapomniałam zrobić zdjęcie przed rozebraniem, ale bardzo jechało piwnicą. Tu również prośba o wszelkie informacje.


Sprzedawca powiedział, że lalka jest z Niemiec. I jeszcze jeden szczegół, oczy nie są namalowane, to kalkomania, ale kalkomanii używano podobno już w końcu XIX w. Oczywiście pokażę też lalkę po SPA, w następnym poście.


wtorek, 22 marca 2016

PALMA BIJE





         Jak szybko zleciał czas. Za kilka dni Wielkanoc. Maggi jako dobra pani domu, z pomocą  gosposi , siostry i kuzynek świąteczne porządki ma już za sobą. Nie to, co biedna Szara Sowa, która musi sama Wichrowe Wzgórze posprzątać. 


         Dlatego Maggie już w Palmową Niedziele mogła rozpocząć świętowanie, mając wokół rodzinę w komplecie. Wszyscy zebrali się w salonie, żeby złożyć Wam życzenia Wesołego Alleluja! Smacznego jaka! I oczywiście -  Mokrego dyngusa!

         Do dekoracji salonu Maggie zrobiłam mini palemki z cieniutkiego patyczka, kolorowej trawki i filcu.


         Jajeczka powstały ze sklejonych ze sobą pół perełek  w kształcie łezki.


         W kloszu króluje ptaszek drewniany na gniazdku, znajdka z SH.


         A malucha trzyma drewnianego zajączka też nabytego w SH za grosik.


         Króliś od Anne Geddes prezentuje pisankę, której wykonanie zawdzięczam kursikowi Beatki (zajrzyjcie do Graciarni).


         Dwie inne pisanki ma w koszyczku ostatni mój lalkowy nabytek , drewniany manekin dla plastyków , wys. 35 cm. Niestety ktoś go pomalował.


 A na koniec, specjalnie dla Kidy moje kartonowe jajeczko. 



Wesołych Świąt najmilsi!

niedziela, 6 marca 2016

KABARET





         Fryzura Lizy Minnelii z filmu Kabaret nasunęła mi pomysł na  włosy dla mojej Petry Plasty. 


         Pamiętacie może jak wyglądały jej włosy? Nie dająca się niczym ogarnąć strzecha. 


         Dlatego jakiś czas temu pozbawiłam ją włosów z myślą o peruce. Niestety nie umiałam jej zrobić. Nie wychodziło mi i już. A w sobotę na targowisku udało mi się zdobyć siatkę z ciuszkami dla barbiowatych.  Były w niej oryginalne ciuszki od Barbie z lat 90tych  i chyba też od Sindy.
         Miedzy innymi coś takiego.


         I przyszła mi do głowy pewna myśl. A może spróbować floka? Co prawda nigdy nie robiłam, ale jak się nie uda to się najwyżej zmyje.
         Wyszło tak.

         Całości stroju dopełniły czarne pończochy i pożyczone buty.


         Niestety Petra jest emerytką i na fikanie nogami nie ma co liczyć, zwłaszcza, ze jedna jest złamana w kolanie.


         W siatce oprócz ciuszków była mała Trollinka, głowa od księcia Adama z 1991 r,  jedna narta i jeden kijek, buty narciarskie, oba + strój Winter sports Barbie z 1991 r., toczek, kilka szczotek do włosów i dwa pojedyncze buty, w tym jeden sandałek od Sindy. Czemu nie mogę nigdy trafić obu. Biedna Sindusia musi chodzić w kaloszach. Ale o ciuszkach napiszę następnym razem.

czwartek, 3 marca 2016

ŚWIĘTUJEMY HINA - MATSURI



 
Zdjęcie z bloga Lost in Japan
         W dniu Święta Lalek Maggie i Szara Sowa składają wszystkim kolekcjonerom , lalkozbieraczom, miłośnikom i twórcom lalek serdeczne życzenia wszystkiego lalkowego!
         Miłośnicy lalek mają dwa razy do roku powody do świętowania:  3 marca w dzień Hina-matsuri i drugą sobotę czerwca w Światowym Dniu Lalki.
 
Imponujący zbiór zdj. z netu
         Symbolem święta Hina- matsuri  są lalki, które nazywają się „Hina-ningyo”. Kiedy urodzi się dziewczynka, rodzice kupują dla niej „Hina-ningyo”. A jest to spory wydatek od 30 000 jenów w górę. 30.000 jenów to ponad 1000 złotych! I to tylko za najprostszy zestaw  - cesarza i cesarzową. Dlatego często te lalki przechodzą z pokolenia na pokolenie.  Ponieważ święto to często przypada w czasie kwitnienia brzoskwiń nazywane też jest „Momo no sekku” –święto kwitnącej brzoskwini. Momo kwiat brzoskwini dał też nazwę barwie różowej, Japończycy mówią na różowy – momo-iro.
 
cesarska para w kolorze momo - iro
         W tym roku moja Kasumiko postanowiła też obchodzić święto Hina-matsuri.
oczywiście nie mamy tych wszystkich wspaniałości, dlatego za cesarski dwór „przebrały się” nasze Kokeshi i Momiji.


         Wesołego świętowania. I nie zapomnijcie zaraz po święcie schować lalek, bo to skutkuje ponoć późnym zamążpójściem. :) :) :)

poniedziałek, 29 lutego 2016

PIOTRUŚ PAN





         Klaudynka poszeptała chwilę z Juratą. Jurata skinęła głową i zaczęła zdejmować kurtkę. Acha, coś się dzieje.
         Za chwilę Klaudynka w jeansach i czerwonej kurtce była gotowa. - A gdzie się to panna wybiera? – zapytałam podejrzliwie. - Na poszukiwanie wiosny!  - Zaraz , zaraz, wiosna to za trzy tygodnie. – oponowałam.  - A bo nie! Wróble ćwierkają, że są już przebiśniegi, bazie i nawet żurawie przyleciały! 

         Cóż było robić? Wzięłam aparat i poszłam. Słońce nieśmiało przebijało się przez chmury, zimny wiatr hulał w najlepsze, ale Klaudyna wypatrzyła spore już listki tulipanów i hiacyntów na klombie.


         - O tam, tam widzisz przebiśniegi? -  No rzeczywiście są. - Z drugiej strony domu jest ich dużo, ale wiatr okrutnie wiał od jeziora i nie miałam ochoty tam iść. Klaudyna też trochę zapomniała o drugiej stronie ogrodu, gdy zobaczyła małego baranka tuż przy przebiśniegach.


         Baranek jak piesek podreptał za nią. Pod małym świerczkiem spotkali chłopczyka. 

- Czy ty jesteś moją Wendy? zapytał.  - Nie ja jestem Kaludynka. A ty kim jesteś? -  Ja jestem Piotruś Pan. Pomożesz mi znaleźć moją Wendy?  - Wendy? Ja szukam wiosny! – odpowiedziała nieco zakłopotana.  -Ale spójrz tam, czy to nie twoja Wendy?


Niestety mała dziewczynka w żółtych kucykach miała na imię Miśka, to jest Michalina, ale na boisku, gdzie najczęściej sędziowała mecze chłopaków, nazywano ja Miśką.


         Nie ma Wendy! trudno, ale jest zimno i wiatr więc wracamy do domu. Może wśród mnóstwa moich jeszcze nie przedstawianych lal znajdzie się chętna do bycia Wendy? Kto wie.


         Lubicie prezenty? Fajnie jest dawać i dostawać. A najmilsze są te bez okazji i niespodziewane.

         Piotruś Pan jest prezentem od Ashoki. Pochodzi z greckiej kolekcji De Agostini. 

Na pudełku napisy po grecku i dopiero w necie znalazłam identyfikację, bo myślałyśmy, że to Robin Hood.


         Drugi prezent to prześliczna torebka  Klaudynki. Dostała ją od Metuszki, która robi takie cuda. Filcowe torebeczki z miniaturowymi aplikacjami. Dostałyśmy też sówkę z mufinką.


         Baranek i Miśka to zdobycze z targowiska. Miśka ma na buciku B 2008 i myślę, że jest od Bandai.