Niedziela Palmowa czas pomyśleć o świętach. U moich lalek pracowicie. Przygotowują koszyczki i pisanki.
Nie zabraknie też świątecznych ciast i innych smakołyków.
Nie zabraknie też świątecznych ciast i innych smakołyków.
W 2017 r. przedstawiłam Wam małżeństwo Maluśkiewiczów.
Dziś mogę już przedstawić resztę rodziny, której nie byłoby bez przyjaciół.
W sobotę rano, zobaczyłam przez okno zieloną reklamówkę wiszącą na
bramie. A w reklamówce znalazłam
Od razu domyśliłam się, że to moja koleżanka Hanka zrobiła mi kolejny prezent. Znajdujące się tam lale stały się pretekstem do odszukania rodzinki Maluskiewiczów.
Przybyłe laleczki to nikt inny tylko młodszy brat pana Maluskiewicza i córeczka rodzinki. To ona pierwsza została umyta i ubrana w nowa sukienkę.
Cała rodzinka to angielskie
laleczki do domku dla lalek z lat 60tych. Caroline's Home, Barton. Ciałka gumowe na drucie,
główki zdejmowane. Niestety ubranka były przyklejone i nie do
odratowania po za marynarkami. Klej na ciałkach dal się zmyć. A ciałka
po rozebraniu wyglądały tak , upaskudzone klejem, ale przyjrzyjcie się
dobrze. Hi, hi. Jaka szczegółowa anatomia. ;)
Pani Maluśkiewiczowa dostała bieliznę.
A także nową sukienkę.
Pan Maluśkiewicz dostał nowa koszulę śnieżnobiałą i krawat stary oraz oryginalną marynarkę, za to nowe spodnie. Jego oryginalne wyglądało tak, zobaczcie plamy .
Młody dostał jeansy i koszulkę w paski. Strój jednak sprawia, że panowie choć jednakowi, po za kolorem włosów, zdają się być w różnym wieku.
Rodzinka odnowiona, ma meble, teraz przydałby się domek. Mebelki są w skali 1:24, ale lalki trochę większe tak 1;17. Na zdjęciu porównanie z laką 1:12.
Mam nadzieję, że dobrnęliście do końca
Edit! Jest zmiana w tekście, okazało się, że nie są niemieckie.
AB Barton Toys firma powstała w GB w 1945 r. aby dać zatrudnienie zwalnianym z wojska żołnierzom. Produkowała domki dla lalek, ich wyposażenie oraz lalki. Od 1976 r. zmieniono nazwę na Caroline's Home. W latach 80tych markę przejęła firma Lundby.
Bardzo lubię lalki pracujące, czyli tzw. użytkowe. Już o nich kiedyś pisałam. Od dawna marzyła mi się lalka - ocieplacz na dzbanek do herbaty. Nie wiem, kto i kiedy to wymyślił, ale wiem, że takie lalki modne były w czasach ZSRR.
Dlatego nie mogłam się oprzeć pokusie, kiedy na giełdzie zobaczyłam tę ślicznotkę.
Skipper pojedzie do Metki, ławeczkę zaanektowała Leloo.
Lubicie czytać? Po co ja pytam? Pewnie, że lubicie. Ja lubię ogromnie. Mam książki, do których lubię wracać, mimo, że wiem jak się kończą.
Mieszkańcy Baszty Szarej Sowy też lubią książki. Jeszcze na początku naszej znajomości Maggie poprosiła mnie o nie .
Wtedy powstały pierwsze książki, gazety i płyty.
Potem powstawały pojedynczo, albo jak te, pod specjalne zamówienie.
Kiedy Angela objęła w swoje posiadanie komnatę w wieży, zapragnęła zgromadzić różnorodny księgozbiór. Zrobiłam dla niej trochę książek.
- Co? Taka mała półeczka? Chce bibliotekę, no powiedzmy biblioteczkę, choć jeden regał!
Zamówienie jest w trakcie realizacji i księgozbiór się rozrasta.
Ale, jak pookładała na półkach, wcale tak imponująco nie wyglądało.
Choć włożyłyśmy i księgi magiczne i pamiętniki i albumy.
Wygląda na to, że wydawnictwo musi nadal produkować książki ;) Przy okazji chcę powiedzieć, że na okładki zużywam tekturkę z opakowań po kosmetykach, lekach czy słodyczach. Taki mały recykling. Poznajecie coś?
Dziś smutny dzień. Aż trudno uwierzyć! Pewnie nie tylko ja się łudziłam, że do wojny nie dojdzie. Teraz wielu z nas, którzy mamy rodziny, znajomych, przyjaciół na Ukrainie martwi się o ich bezpieczeństwo i życie. Najgorsza jest bezsilność, bo co możemy zrobić? Jedynie włączać się w jakieś działania pomocy humanitarnej. Solidaryzować się z narodem Ukrainy.
Postawiłam dziś na honorowym miejscu Ksenię i Wasylka. To lalki z kijowskiej fabryki Zwycięstwo. Jutro podmienię zdjęcie, bo tu Wasylko bez czapy. Niech ta nazwa fabryki będzie prorocza dla Ukrainy.
Nie podmieniam zdjęcia, tylko dodaję nowe.