Obserwatorzy

sobota, 8 listopada 2014

RI RA RUTSCH


         Wpadła mi w łapki książka Susanne Stocklin-Meier „Ri Ra Rutsch”, o autorskich lalkach jej siostry Ruth Scheidegger- Meier. Przepiękne lalki ubrane w kopie historycznych strojów przedstawiają scenki rodzajowe z końca XIX i początków XX w. Zdjęcia przeplatane są opisami i wierszykami dla dzieci
         Zapraszam do oglądania.


piątek, 31 października 2014

MIŁOŚĆ KACPERKA

             Kacper , sympatyczny duszek obchodzi u mnie drugie urodziny.


           Jego gościem jest piękna Apple doll - Kasumiko (Dziecię Mgły)








poniedziałek, 27 października 2014

PAŹDZIERNIKOWE ZDOBYCZE





         Oj, będę się chwalić! I wcale się nie przejmę, jak powiecie chwalipięta.
         Po pierwsze zdobyłam I nagrodę w konkursie, u Natalii (BFashions), na zdjęcie miniatur. Posłałam fotkę mojej kuchni, własnoręcznie zrobionej. Tylko lalka, wazon i deska wędlin (ta pod oknem) nie są mojej produkcji.


         Nagrodą było takie oto łóżeczko, z piękną pościelą, które zaraz zarezerwowała sobie moja Petra. (obok łóżka zdobyczna komoda z SH)


         Były śliczne koronki i cudna biała poduszeczka w kształcie róży, którą porwała od razu Maggie, twierdząc, że od dawna o takiej marzyła.


         Zdobycze z SH to:
         Drewniana półeczka, która od razu przydała się na zdobyczne butki.


         Śliczna, stara drewniana komoda z trzema szufladami. 


           Książę od razu zauważył, że pasowałaby do męskiego gabinetu, który mu obiecałam i jakoś tak się ślimaczę. Odnowiłam więc komodę i ustawiłam na niej figurkę żołnierza z metalu i konia z „brązu”. Na ścianie zawiesiłam pistolety pojedynkowe w ramie. W ten sposób zamiast gabinetu jest męski kącik w salonie. Ale spokojna głowa, będzie i gabinet, i nie tylko, jak dostanę obiecany stend.


         Na giełdzie udało mi się trafić dwa woki ze smakowitą zawartością. (magnesy na lodówkę)


         Są też zdobycze lalkowe:
         Śmieszne maleństwo firmy LANARD


         Niezapominajka bez sygnatury + zielone krzesełko


         Roszpunka w częściach, którą uratowałam dzięki konsultacjom z ordynatorem Kliniki Lalek. Wielkie dzięki! 


      Roszpunka powędrowała do Metki, dlatego pozostawiam jej prezentację naprawionej lalki.
         No dosyć tego samochwalstwa, było jeszcze trochę zdobyczy zupełnie nie związanych z lalkowaniem, ale to zobaczycie już w Graciarni.

sobota, 18 października 2014

MOŻE MISS DA MI KISS




         Miesiąc na zwolnieniu lekarskim oraz parę innych „wydarzeń” sprawiło, ze musiałam ograniczyć wydatki, te lalkowe także. Postawiłam sobie surowe limity i w zasadzie się ich trzymałam. Całe szczęście liczne prezenty zasilały lalkowe konto. Tym razem nie oparłam się, a w dodatku zmieściłam się w limicie wymyślonym przez Rudego Królika czyli magiczne 5 złotych. W jednym z naszych SH była nieco wcześniejsza przecena – 50%. Obeszłam sklep dookoła  i nic, ale kiedy spojrzałam na górną półkę zobaczyłam spore straszydło. Panie chowają niektóre zabawki, przed zgrają małych niszczycieli towaru, poza zasięg ich rąk.


         Lalka była dosyć spora i „z pewną taką nieśmiałością” spytałam o cenę. Pani zdjęła lalkę z półki, a na brzuchu widniała karteczka z wyraźną 10. To znaczy, 50% ? pytam grzecznie. Tak, czyli za 5 złotych. I już była moja.
         Lala była w miarę brudna, ale takiego kołtuna to już dawno nie widziałam. Zdjęcie tego zupełnie nie oddaje.


         Miała na sobie wełniane majtasy i króciutką bluzeczkę bez rękawków, zrobione na drutach. Jedyny oryginalny element jej stroju to buty. Zobaczcie jakie ma zgrabne nóżki.



         Lalka ma 48 cm wysokości. Zrobiona jest z twardego plastiku – korpus + nogi oraz winylu – buzia + rączki. 


         Włosy brązowe rootowane, wokół głowy krótsze z tyłu dłuższe.  Dosyć cienkie i straszliwie poplątane. Na szczotce zostało ich mnóstwo. Oczka brązowe , zamykane z ładnymi rzęsami. Usta w tzw. ciup , maja dziurkę, w dziwnym żółtawym kolorze.
         Z tyłu główki 19A, Palitoy,  made in England i na pleckach sygnatura tak jak na zdjęciu.


         Najpierw było wielkie mycie. Potem fryzjer.


         Dobór garderoby z przepastnych zasobów walizki w kratkę. I oto ona!


         A właściwie kto? Tu z pomocą przyszedł jak zwykle Wujek Google.
         Pretty Miss Kiss lata 60te, po roku 70tym produkowano ją nadal, ale z tego co zrozumiałam całą z winylu. Zdjęcia z ebaya. Moja to ta w różowym, ale zdjęcie kiepskie.
W pudełku w wersji blond.

         Całuśna panienka dostała na imię Abbie.  I zaraz zaprzyjaźniła się ze swoją rówieśniczką, Julką od Schildkrota.


         Gościnna Julka poczęstowała koleżankę herbatką

         I Coca Colą.


         Podarowała jej też różową szczotkę.

         I pozwoliła pobawić się z kotkiem. 

         Abbie była bardzo szczęśliwa. Zdjęcia niestety robione w domu, z lampą , bo na dworze dziś pochmurno i wyszły nie najlepiej.