Bo jej Szara Sowa wózeczek kupiła ;)
Wreszcie i ja mam wózeczek blaszany. Taki, jakich w kiosku były setki, a teraz trudno zdobyć. Zwłaszcza za rozsądną cenę. Od dawna polowałam i wreszcie nieoczekiwanie dla siebie wygrałam aukcję, za cenę wywoławczą. Nikt prócz mnie nie licytował. Wózeczek ma ze 40 lat i jest w zupełnie dobrym stanie. Budka trochę sfatygowana i brudna, ale wiek robi swoje. Umyłam i jest.
Zaraz wprowadziła się do niego Wandzia Misianka. Wózeczek zaopatrzyłam w różowe kocyki i podusię.
Ponieważ jest sprawny technicznie od razu można nim jeździć.
Trochę tylko będę musiała podkleić budkę i nieco wyklepać górną listwę.
Nie będę go odnawiać. W końcu to "zabytek" ;)
Wandzia tak upodobała sobie wózeczek, że postanowiła w nim zasnąć. Mam nadzieje, że czasem pożyczy go innym maluchom.
Jestem już po pierwszym szczepieniu. Nawet ręka nie boli. :)





























