Obserwatorzy

piątek, 20 września 2013

MADELEINE

                  


         Dziś chcę przedstawić Wam piękną celuloidową laleczkę . Pochodzi z mojej ulubionej graciarni, tak jak węgierska para. Żałuję, że nie miałam więcej pieniędzy i zostawiła jej koleżanki, gdy poszłam w środę już ich nie było, niestety.
         Madeleine, bo tak dostała na imię pochodzi z firmy WESTO z Niemiec. Jest z lat 60-70tych. Nie ma sygnatury, ale w necie znalazłam zdjęcia jej koleżanek z taką oto metką i informacją, że Oryginal Trachtenpuppen były produkowane przez WESTO. 

Madeleine należy do serii "Lalki Świata" . Ma 21,5 cm, bez kokardy. Buzia jest prześliczna. Oczka nie są malowane, ale naklejane (naklejki). 


Włosy – moherowa peruczka z warkoczami. 


Głowa, rączki i nóżki na gumkach. Podkolanówki białe, malowane, ale butki prawdziwe, gumowe.

 Sukienka granatowa w kwiatki,  niestety przyklejona do ciałka. Koronkowa chusta, czarny fartuszek z lamówką i czerwony kwiatek dopełniają stroju. Ma jeszcze fajne majtaski i charakterystyczną wielką czarną kokardę.

 To po niej zidentyfikowałam, że strój pochodzi z Alzacji.. 


 Witam nowych obserwatorów, cieszę się, że do nas zaglądacie. Wszystkim dziękuję za miłe komentarze.

wtorek, 17 września 2013

WĘGIERSKA KREW





         Jak obiecałam chwalę się nowymi nabytkami, a zaczynam od przepięknej pary węgierskich lalek etnicznych. To zupełnie wyjątkowe lalki.
         Para w strojach etnicznych z regionu Mezőkövesd, podobnie jak moja Piroshka. Ale to zupełnie inna bajka. Lalki mają 29 cm wysokości. Główki są z jakiegoś sztucznego tworzywa (celuloidu?), korpusy z tkaniny wypełnionej chyba trocinami, a ręce i nogi z tkaniny wypełnionej watoliną lub wełną. Nogi i ręce przytwierdzone do korpusu drutami są ruchome,


tak, że lalki mogą siedzieć.


 Mogą też poruszać rękami. Gabor podnosi obie ręce na raz,


 a Mici, każdą osobno. Ponadto kończyny są ładnie wymodelowane. 


         Lalki nie mają włosów. Włosy Gabora są namalowane. 



Mici ma na głowie tradycyjne nakrycie – chustę z pomponami.


         Ubranka bardzo wiernie odtworzone. Strój Mici składa się z gorsetu – bluzeczki, z krótkim rękawem, ozdobionej koronką, suto marszczonej, kolorowej spódnicy, białej halki, tradycyjnego haftowanego fartucha, majtek, czarnych butów i wspomnianego już nakrycia głowy.


         Strój Gabora  składa się z białej, haftowanej koszuli z bardzo szerokimi rękawami, czarnego serdaczka, białych, plisowanych spodni, fartucha podobnego jak u Mici, filcowego, czarnego kapelusza z haftowaną wstążką oraz butów czarnych, z tkaniny wszytych razem z nogami.


         Co ciekawe stroje są upięte na lalkach szpilkami, bezpośrednio do korpusu i głowy.


         Lalki pochodzą z mojej ulubionej graciarni, były czyściutkie, jakby prosto ze sklepu, ale widać, że swoje lata mają. Ktoś o nie bardzo dbał.

poniedziałek, 16 września 2013

DWA OBLICZA JANUSA





         Od wczoraj wzbogaciłam się o osiem lalek. Trzy pochodzą z giełdy w Pruszczu, dwie dostałam od córki, a trzy kupiłam w znajomej graciarni.  Trzy pierwsze to: Marin Chiclana, Bayer i Ari, dwie – Polly Pocket i Pinypon by Famosa. Trzy z graciarni -to para węgierskich lalek z regionu Mezőkövesd oraz jedna również etniczna jeszcze nie wiem skąd.

         I jak na złość rozładował mi się aparat. Dlatego muszę zacząć od Pinypon, bo była w stanie wskazującym na niedawne wyciągnięcie z pudełka.

         Pinypony jak rzymski bożek Janus mają dwie twarze. Mogą więc robić różne minki.
Moja Pinia może milczeć lub być bardzo gadatliwa. Dziób jej się nie zamyka,


chyba, że przekręcimy buźkę. Wtedy milczy, trochę krzywo uśmiechnięta. „Zamknęłaś mi usta, dobrze, ale i tak nie zabronisz mi myśleć, co o tym sądzę!” 


         Pinia ma też ruchome gadżety i tu jakiś dowcipniś przełożył nam gwiazdkę z włosów z klamrą od paska. Dopiero na zdjęciu zauważyłam.


         Dziś obiecałam także rozstrzygnięcie Candy od Maggie. Maggie osobiście losowała, ale aparat nie mógł tego zarejestrować. Jest bezwzględny, nie ostrzega, że baterie się kończą, tylko informuje, że się rozładowały i koniec. Ładowanie trwa niestety 24 h.
         Nagroda pojedzie do niny85 z blogu „ Z Teresą przez świat”.
               Gratulacje! (mail w drodze)

środa, 11 września 2013

POBAWMY SIĘ KLOCKAMI





         Dzisiaj szybciutki post bo czasu mało. Ostatnio popełniłam takie klocki.
Miały zakończyć żywot w piecu, bo drewniane, ale wyprosiłam i mam. Jak zwykle pomalowałam białym akrylem, postarzyłam moim leniwym sposobem. Kilka fajnych obrazków vintage wydrukowanych na papierze śniadaniowym i oto są.


         Klockami bawią się dwa maluchy od Simba – Evi śpiewająca i jakiś jej braciszek.


         Paulina od CITYTOY i moja ostatnia zdobycz


         Piotruś od DAXIANG. Nie jest zbyt stary choć ma taką wintydżową mordkę. 


Ma sygnaturę z tyłu głowy.


 Firma jest chińska z kapitałem zagranicznym, powstała w 1997 r. Robią zabawki z twardego winylu i figurki, na rynek amerykański i zachodnioeuropejski.

 Na specjalne życzenie zbliżenie klocków



I Bisia.

czwartek, 5 września 2013

12.12





         Czy pamiętacie co oznaczała ta godzina? Tak , to pora na jedzonko. Maggie jako dobra pani domu, zażądała kuchni. A w kuchni musi być jedzonko.
         Najpierw trudziłam się sama, a Maggie wymyślała, co musi być w kuchni i spiżarni.
         Najpierw były owoce


         I warzywa


         Potem chleb i bułki, rogaliki i wszelkie pieczywo.


         A jak się zaprasza gości, to obowiązkowo ciasta, ciastka i torty.


         Przydałby się też ser i keczup



         Jajka


           I kiszone ogórki


         To wszystko oczywiście z modeliny. Ale ostatnio miałam farta i spiżarnia Maggie wzbogaciła się bez pracy. Mianowicie udało mi się nabyć
         Kiełbaski (magnes na lodówkę) – 3,99


         I kosz pięknych owoców za jedną złotówkę.


         Fajnie, że czasem uda się zdobyć coś  dla lalek za przysłowiowe grosze.
Ostatnio udało mi się także zdobyć dwa fantastyczne sweterki. Półeczkę (różową , chyba przemaluję). Krzesełko dla niemowlaka od Mattela. Natomiast w lalkach, od czasu nabycia Nancy całkowita posucha.

poniedziałek, 2 września 2013

KARTKA Z KALEDARZA - WRZESIEŃ





         I nieodwołalnie wakacje się skończyły. Wrzesień zadzwonił do drzwi szklonym dzwonkiem. Tak , tak, moja wolność została za szkolną bramą. Znów pobudka 6.15, szkolny autobus, szkolny dzwonek, szkolny korytarz, ile to już lat chodzę do szkoły...
         Za oknem drobniutki deszcz mży, jakby chciał powiedzieć, lato się skończyło.
         Na osłodę kartka z kalendarza. Łyżka dziegciu – znów tylko główka. 


         Panna to Parisienne Jumeau z 1875/6 r. Ma tylko 8 cali to znaczy 20 cm.
Porcelanowa główka ze szklanymi, niebieskimi oczkami. Ciekawie malowane tęczówki.

 Delikatny makijaż. Peruka blond, moherowa, drobne loczki. Ubrana jest w kostium płócienny w biało-niebieskie paski. Widać fragment koronkowej bluzeczki. Na głowie kapelusz z takiego samego materiału przybrany jedwabną niebieską wstążką i strusimi , białymi piórami. Wstążka, dosyć szeroka,  zawiązana pod brodą zasłania uszy. 


Ciągle zadziwia mnie staranność wykonania strojów dla tak małych lalek. Na tak powiększonym zdjęciu ma się wrażenie, że to prawdziwy strój dla kobiety.