Palmowa Niedziela bez palmy? Żeby mieć choć namiastkę tradycji, palmę poniosła dziś Iza - Krawalka.
Ale żeby mogła pójść z palmą musiała zmienić strój.
Iza przybyła do mnie tak odziana, kilka lat temu.
Sądząc po halce, musiała nosić strój ludowy, ale jaki? Kiedy kupiłam Marcjannę, miała na sobie dwa gorsety, jeden swój łowicki, a na wierzchu drugi krakowski. Postanowiłam zrobić z Izy krakowiankę. Miałam tylko gorset. Namiastkę bluzki uszyłam z chusteczki do nosa obrębionej koronką. Materiał na spódnicę podarowała mi w zeszłym roku Ida, teraz się doczekał. Fartuszek uszyłam z firanki i koronek.
Ale najdumniejsza jestem z wianka. Zrobiłam go samodzielnie. Użyłam drutu florystycznego i takiejże taśmy, robiąc stelaż .
Następnie przykleiłam kwiatki materiałowe (z bukieciku) i cztery różyczki z gąbki, klejem na gorąco.
Do tyłu zawiązałam wstążeczki.
Koraliki, pończoszki i buciki, niestety nie czerwone, dopełniły stroju. Mam nadzieję uszyć czerwone buciki, jak tylko zdobędę na nie materiał. Iza - krakowianka w pełnym rynsztunku.
Można iść z palmą, skoro plastikowe panny są odporne na wirusa ;)
Obserwatorzy
niedziela, 5 kwietnia 2020
czwartek, 2 kwietnia 2020
ULISIA, TEGO WOJTKA, CO ZA KOŚCIOŁEM SIEDZI
Dziś kolejne dwie panny, rodem z Lipiec, zaprezentują Wam swoje piękne wełniaki.
Najpierw Marcjanna. Najdłużej naczekała się na swoją kolej, bo chyba od prawie roku. Kupiłam ja w SH, za przysłowiowe 5 złotych, bo lalka z tych mocno poszkodowanych. Wzięłam ze względu na strój. Krawalka wcześniejszego typu, miała zepsute oko, pękniętą rączkę i brakuje jej części stopy. Oczko zamocowałam na stale otwarte, co wygląda trochę niesamowicie. Pękniecie ręki zasłania rękaw, który musiałam dorobić, a stópkę buty.
Strój zszywany na lalce, trzeba było pruć i po wyczyszczeniu zszywać na nowo. Brakowało bluzki, ale dorobiłam tylko rękawy i kołnierzyk. Dodałam korale. Buty zamieniłam od innej lalki, bo miała białe plastikowe. Spróbowałam tez dodać jej chustkę.
Jednak chyba lepiej wygląda bez.
A teraz Ulisia (tego Wojtka , co za kościołem siedzi i do której młody Płoszka posyłał z wódką). Historia Ulisi jest niecodzienna.
Kupiłam, w zestawie, lalkę bez nóg. Kiedy ją rozebrałam, rozpadła się na kawałki. Osobno ręce, głowa, a tułów na dwie części. Postanowiłam, że strojem obdaruję inną lalkę podobnej wielkości. Kiedyś kupiłam lalkę bez ubranka. Nie ma sygnatury. Podobna jest z buzi do mojej Frani CFWC.
Zrobiona jest z celuloidu, albo z twardego plastiku malowanego jak celuloid. Ma wmoldowane włosy oraz buty i skarpetki. Z oryginalnego stroju wykorzystałam spódniczkę, halkę, zapaskę i chustkę. Dorobiłam bluzeczkę i gorset, dodałam koraliki.
W mojej ośmioosobowej ekipie jest tylko jeden mężczyzna - Jantoś czyli Antek Boryna. Ponad to jest Hanka Borynowa, Józka Borynianka, siostra Hanki Weronka, Jagusia, Nastka Gołębianka. Teraz chętnie powiększyłabym grono męskie np. o Macieja Borynę, Mateusza czy nawet Witka.
Najpierw Marcjanna. Najdłużej naczekała się na swoją kolej, bo chyba od prawie roku. Kupiłam ja w SH, za przysłowiowe 5 złotych, bo lalka z tych mocno poszkodowanych. Wzięłam ze względu na strój. Krawalka wcześniejszego typu, miała zepsute oko, pękniętą rączkę i brakuje jej części stopy. Oczko zamocowałam na stale otwarte, co wygląda trochę niesamowicie. Pękniecie ręki zasłania rękaw, który musiałam dorobić, a stópkę buty.
Strój zszywany na lalce, trzeba było pruć i po wyczyszczeniu zszywać na nowo. Brakowało bluzki, ale dorobiłam tylko rękawy i kołnierzyk. Dodałam korale. Buty zamieniłam od innej lalki, bo miała białe plastikowe. Spróbowałam tez dodać jej chustkę.
Jednak chyba lepiej wygląda bez.
A teraz Ulisia (tego Wojtka , co za kościołem siedzi i do której młody Płoszka posyłał z wódką). Historia Ulisi jest niecodzienna.
Kupiłam, w zestawie, lalkę bez nóg. Kiedy ją rozebrałam, rozpadła się na kawałki. Osobno ręce, głowa, a tułów na dwie części. Postanowiłam, że strojem obdaruję inną lalkę podobnej wielkości. Kiedyś kupiłam lalkę bez ubranka. Nie ma sygnatury. Podobna jest z buzi do mojej Frani CFWC.
Zrobiona jest z celuloidu, albo z twardego plastiku malowanego jak celuloid. Ma wmoldowane włosy oraz buty i skarpetki. Z oryginalnego stroju wykorzystałam spódniczkę, halkę, zapaskę i chustkę. Dorobiłam bluzeczkę i gorset, dodałam koraliki.
W mojej ośmioosobowej ekipie jest tylko jeden mężczyzna - Jantoś czyli Antek Boryna. Ponad to jest Hanka Borynowa, Józka Borynianka, siostra Hanki Weronka, Jagusia, Nastka Gołębianka. Teraz chętnie powiększyłabym grono męskie np. o Macieja Borynę, Mateusza czy nawet Witka.
poniedziałek, 23 marca 2020
AGATKI I AMELKI
![]() |
| zdj. za Muzeum w Iłży |
Krótka historia Spółdzielni Przemysłu Ludowego i Artystycznego „Chałupnik”
w Iłży.
Dnia
19 maja 1950 roku odbyło się Zgromadzenie Założycielskie Spółdzielni o nazwie:
„Chałupnik”, Spółdzielnia Przemysłu Ludowego i Artystycznego w Iłży. Terenem działalności obejmował powiaty iłżecki i opatowski, w późniejszym
czasie został rozszerzony. Przedmiotem działalności Spółdzielni było
wytwarzanie: ceramiki dekoracyjnej i użytkowej, tkactwo ludowe, zabawkarstwo,
koszykarstwo i miotlarstwo.
Działalność oparta była na pracy nakładczej jej
członków. Spółdzielnia została
zarejestrowana w Sądzie Okręgowym w Radomiu 30 sierpnia 1950 roku. Została też członkiem
Krajowego Związku Spółdzielni Przemysłu Ludowego i Artystycznego „Cepelia”. W
1974 roku zmieniono nazwę Spółdzielni na: „Chałupnik” Wojewódzka Spółdzielnia
Pracy Rękodzieła Ludowego w Iłży.
Data
ta jest dla nas ważna ze względu na datowanie wyrobów, bo w 1979 usunięto słowo
„Wojewódzka”..
Przemiany ustrojowe 1989 roku i trudna sytuacja gospodarcza
kraju oraz brak zainteresowania wyrobami Spółdzielni odbiły się niekorzystnie
na kondycji finansowej. Zmusiło to jej członków do podjęcia decyzji o
likwidacji Spółdzielni i 9 listopada 1995 roku postanowieniem Sądu Rejonowego w
Radomiu została wykreślona z rejestru .
Nas najbardziej interesują oczywiście
lalki ze Spółdzielni w Iłży. Najpopularniejsze to oczywiście Agatki i Amelki z charakterystycznym drewnianym stelażem.
![]() |
| zdj. IT Iłża |
Wytwarzano bardzo różne. Np. te z główkami z celuloidu
Wiele w strojach regionalnych.
O
Spółdzielni , lalkach i kulturze tego regionu wiele można dowiedzieć się z książeczki
Pani Rozalii Siwiec „Rękodzieło, moja pasja”.
Pani Rozalia pozostała wierna
lalkom nawet po zamknięciu Spółdzielni. Wystawia na jarmarkach, prowadzi warsztaty z dziećmi w muzeum.
A na koniec moje Iłżanki. Mam tylko dwie.
Większa to Lublinianka z 1986 r.
Mniejsza chyba starsza. Była w okropnym stanie i jest po renowacji.
Tak się przejęłam rolą, że lalka ma teraz zeza ;)
czwartek, 19 marca 2020
WYJATKOWO DUMNA DUNKA
Tytuł zaczerpnęłam z piosenki J.Młynarskiego, śpiewanej prze J. Gajosa o miłosnych perypetiach w Skandynawii. A Dunki podobno są bardzo dumne ze swojej urody. Moja Sorine też chciałaby być bardzo dumna, ale z taką buzią trudno.
Brak brwi i rzęs nie dodaje dziewczynie urody, bez względu na wiek.Dlatego Sorine zarządzała makijażu.
Znalazłam najpierw zdjęcie oryginalnego.
Rzęsy pochodzą z Chińczyka i są dla człowieków, ale je troszkę przycięliśmy. Natomiast brwi zostały narysowane węgierską kredką z lat 60tych, świetnie rysującą na celuloidzie. Ponieważ pojedyncze kreski niezbyt mi się podobały, podpatrzyłam brwi u mojej Agnieszki z PPMK. Troszkę też podkolorowałam usta. Oto jak wygląda teraz.
Na koniec zdjęcie z Agnieszką, polską koleżanką, niewiele różnią się wzrostem.
Brak brwi i rzęs nie dodaje dziewczynie urody, bez względu na wiek.Dlatego Sorine zarządzała makijażu.
Znalazłam najpierw zdjęcie oryginalnego.
Na koniec zdjęcie z Agnieszką, polską koleżanką, niewiele różnią się wzrostem.
sobota, 14 marca 2020
ZDĄŻYĆ PRZED APOKALIPSĄ
13 w piątek listonosz przyniósł mi bardzo dużą paczkę. To już chyba ostatnie jakie doręczamy, powiedział. Paczka dotarła, bo Pan Tomek, od którego kupiłam lalkę nie czekał, aż przelew będzie na koncie tylko wysłał. Dziękuję Panie Tomku serdecznie. Wiem, że pieniążki już dotarły, a ja mogę się cieszyć lalką.
Poznajcie Sørine.
Mam taki zwyczaj, że lalki dostają najczęściej imiona z kraju swego pochodzenia. Sorine jest Dunką. Pochodzi ze słynnej duńskiej firmy Johan Kofod z Koge. Sygnowana jest muszelką i liczbą 49 oznaczającą wielkość.
Sorine przybyła do mnie w samych bucikach. Nie ma żadnych ubytków i wymagała tylko nowej gumki w nóżkach, no i umycia. Na razie jeszcze nie domyłam buzi porysowanej we wrażliwych miejscach ołówkiem.
Oczy są nieruchome i chyba pokuszę się o dodanie jej rzęs.
Dostała sukieneczkę i czerwone, pasujące do bucików koraliki.
A ponieważ nasza nadworna fotografka właśnie przyjechała, to od razu Sorine załapała się na sesję. Niestety tylko domową. U nas nieoczekiwanie, w środku wiosny, spadł śnieg i zrobiło się zimno.
Poznajcie Sørine.
Mam taki zwyczaj, że lalki dostają najczęściej imiona z kraju swego pochodzenia. Sorine jest Dunką. Pochodzi ze słynnej duńskiej firmy Johan Kofod z Koge. Sygnowana jest muszelką i liczbą 49 oznaczającą wielkość.
Sorine przybyła do mnie w samych bucikach. Nie ma żadnych ubytków i wymagała tylko nowej gumki w nóżkach, no i umycia. Na razie jeszcze nie domyłam buzi porysowanej we wrażliwych miejscach ołówkiem.
Oczy są nieruchome i chyba pokuszę się o dodanie jej rzęs.
Dostała sukieneczkę i czerwone, pasujące do bucików koraliki.
A ponieważ nasza nadworna fotografka właśnie przyjechała, to od razu Sorine załapała się na sesję. Niestety tylko domową. U nas nieoczekiwanie, w środku wiosny, spadł śnieg i zrobiło się zimno.
Subskrybuj:
Posty (Atom)













































