Obserwatorzy

piątek, 26 grudnia 2014

MARINA, MARINA, MARINA ...



         Przedstawiam Wam pierwszy z moich Gwiazdkowych prezentów. To Marina – porcelanka od mojego M. To chyba największa z moich lalek ma około 70 cm.
         Po zakupie prezentowała się tak. Trochę rozczochrana, trochę przybrudzona, w paskudnej sukience sieroty z przytułku i fartuszku . 


         Marina jest od Leonardo Collection, na rączce miała karteczkę z napisem My name is ..., ale imienia nie dopisano.


         Ma śliczne niebieskie oczka, a mnie się udało zdobyć fajne marynarskie ubranko dla niemowlaka i tak narodziła się Marina – czyli Morska.



          Marynarski ubranko niestety jest typowo letnie, a tu zima za pasem.



         Marina dostała rajstopki,  białą bluzeczkę i sukieneczkę z króliczkiem. 


         A ponieważ właśnie spadł śnieg i trzeba się cieplej ubierać, to założyła jeszcze biały sweterek i czapeczkę mikołajkową.



         Wybrała się na świąteczny spacer. Ogród przysypany śniegiem wygląda iście bajkowo.


poniedziałek, 22 grudnia 2014

JEST TAKI DZIEŃ





         Już po jutrze Wigilia. Dla mnie najpiękniejszy dzień w roku. Dzień dobrych myśli, dobrych wspomnień i dobrych życzeń. I choć w pamięci pozostają także te smutne wigilie, to co roku od nowa rodzi  się nadzieja. Chciałabym wszystkich odwiedzającym mojego bloga złożyć najserdeczniejsze życzenia Zdrowy, wesołych i pogodnych Świąt Bożego Narodzenia. Moc prezentów pod choinką, zwłaszcza lalkowych. Radości z przebywania w gronie bliskich osób. Niech nam wszystkim Pan Bóg błogosławi.


         Charles i Maggie także pragną złożyć życzenia wszystkim lalkowiczom i ich lalom.


         Zapraszają Was do swojego salonu, który w tym roku jest częścią mojego świątecznego wystroju werandy.


         Maggie na tę okazję założyła nową suknię prosto z Paryża . ( No dobra z Wrocławia, dzięki Ewuś za wspaniałą kreację)


         Tegoroczna choinka jest w stylu wiktoriańskim. 


         A teraz nieskromnie chwalę się moją własną choinką, jak mawia pewna część mojej rodziny –w styku śmietnikowym. W tym roku znowu doszło kilka nowych- starych bombek.
To prezent gwiazdkowy od przyjaciółki.



         I jeszcze kilka dekoracji. O prezentach napiszę oczywiście w postach poświątecznych.

środa, 17 grudnia 2014

NOSTALGIA





         ... czyli moje pierwsze repro.

         Firma  ARTE MODEL z Walencji powstała stosunkowo niedawno, bo w 1989 r. Produkuje przeróżne zabawki, w tym oczywiście lalki. W 1990 r. wydała serię pt. Nostalgia.
To reprodukcje celuloidowych hiszpańskich lalek z lat 50tych. Laleczki były wykonywane ręcznie (tak widnieje w opisie) i ręcznie malowane. Od oryginałów różnią się oczkami imitującymi prawdziwe tęczówki i źrenice oraz sposobem montowania kończyn.
         Moją laleczkę kupiłam od Ewy, która jak zwykle do zakupu dołożyła mnóstwo prezentów ( o tym w innym poście).


         Proszę Państwa oto Gucio. ( Ewo mam nadzieję, że się nie gniewasz, że zmieniłam imię). Gucio ma 9 cali czyli 22,5 cm. Główkę odlaną wraz z korpusem. A na niej sygnaturę
Arts Model. Włoski wmoldowane. Oczy opisałam wyżej. Usta otwarte widać języczek. 


         Rączki i nóżki montowane chyba na wcisk ( u oryginałów na gumkę). Nóżki nieco zgięte więc nie może stać.
         Gucio przybył do mnie w sweterku, majteczkach w kropeczki i drugich różowych na wierzchu. Nie wiem, czy któraś z części garderoby jest oryginalna.
         Jest z pewnością ciekawym okazem w mojej kolekcji. No i przy tym jest to bardzo słodki malec.


         Niestety zdjęć jest niedużo, bo pogoda obrzydliwa, a jak już jest trochę słońca to akurat jestem w pracy.
                                  

czwartek, 11 grudnia 2014

KEVIN SAM W DOMU




         Absolutnie nie będzie o filmie, choć nadchodzące święta podsunęły mi tytuł do posta.
Choć w moim domu Kevin wcale nie jest sam, to jest jedyną lalką firmy Rosebud.
         Kupiłam go w SH już w listopadzie, ale jakoś nie miałam okazji Wam go pokazać.
         Najpierw kilka słów o firmie. 
zdjęcie ze strony petalinadolls.co.ukgdzie można znaleźć ciekawe wiadomości o tych lalkach
         W latach 40tych Eric Smith odziedziczył po ojcu mały zakład produkujący tworzywa sztuczne. W 1947 r. rozpoczął w nim produkcję lalek pod nazwą ROSEBUD. Firma produkowała najpierw lalki z kompozytów, następnie z twardego plastiku, a kiedy uznano, że mogą być niebezpieczne, pojawił się, w 1955 r.,  winyl. Lalki Rosebud były bardzo starannie wykonane, przedstawiały najczęściej niemowlaki w pozycji siedzącej ze zgiętymi nóżkami. Miały też zamykane oczka. Włosy były wmoldowane, rzadko dodatkowo naklejano moherową peruczkę. Niektóre miały mechanizm płaczący. Były bardzo różnej wielkości. W 1967 r. Rosebud przejęła znana firma Mattel.
         Mój Kevin ma około 22 cm . Zrobiony jest z twardego plastiku czyli między 1947 a 1955 r.


         Włoski ma wmoldowane, lekko podkolorowane. Pomalowane są też usta , brwi i lekko policzki. Oczka ma zamykane , ale mechanizm jest troszkę niesprawny.
         Na główce i na pleckach ma sygnaturę Rosebud, Made in England, Pat. No. 667906.



    Tak wygląda jako golasek.

         A tak ubrany , w nieco przykrótkie śpioszki.

sobota, 6 grudnia 2014

MIKOŁAJKI



Mikołajki, Mikołajki ...

         Mikołaj osobiście nie mógł przybyć. Wysłał więc swojego pomocnika – małego Trolla.  Trollątko ma niebieskie włosy i bardzo wyłupiaste oczka. Oprócz czapki innego ubrania nie posiada i w dodatku twierdzi, że nie potrzebuje.


         Jest za mały, żeby coś przynieść ( 5,5 cm bez czapki) i kazał mi samej pofatygować się do skrzynki pocztowej.
         A w skrzynce czekał na mnie prezent od Bjork , czyli Asi z Lalova.  Karinka ARI.
        

         Możecie o niej przeczytać tu:     http://lalovo.blogspot.com/2014/11/panienka-z-okienka.html

         Poczta niestety nabroiła i musiałam skleić Karince nóżkę. Ale wszystko dobrze się skończyło. Karinka dostała rajstopki i buciki i jest zadowolona. Ślicznie się do Was uśmiecha.


czwartek, 4 grudnia 2014

MATYLDA I GIZELA



            Dziś trafiły do mnie dwie laleczki w niemieckich strojach ludowych. czyściutkie , jakby dopiero wyjęte z pudełka, choć swoje lata już mają.




         Matylda pochodzi z firmy Hans Volk.  Podejrzewam, że z lat 60tych. Mierzy 25 cm.  Ma sygnatury na głowie HV, a na plecach 25. Ciałko ma z celuloidu, a główkę z gumy lub winylu. Włosy rootowane popielaty blond. Oczka niebieskie, zamykane, ze ślicznymi rzęsami. 


           Ubrana w czarną sukienkę ozdobioną taśmami, kremowy fartuszek i chustę. Przód sukni zdobią czerwone kwiaty. Na głowie kapelusz z frędzlami. Ma też białe pantalony, pończochy i halkę . 


         Na nogach czarne buciki.

         Gizela, choć w niemieckim stroju, jest z Włoch. Na plecach Made in Italy i znaczek w środku jabłuszka drzewko. Jeszcze się nie doszukałam z jakiej jest firmy. Na rączce na przywiązane serduszko z napisem - Handcrafted with love in old Germany , po drugiej stronie napis Sweetheart  i rysunek,  dwie tańczące laleczki oraz kluczyk do nakręcania zabawek. Gizela zrobiona jest  dosyć dziwnie. 
       

       Głowa z bardzo twardego plastiku, oczka niebieskie zamykane, bez rzęs, co wygląda nieco niesamowicie. Na głowie peruczka z warkoczykami przyklejona. Tułów i ręce z miękkiego plastiku w kolorze cielistym, zaś nogi z podobnego plastiku, ale białe. 


       Mierzy 22 cm.  Strój nieco podobny do Matyldy. Fartuszek jest z białej koronki, a chusta czerwona, przód sukienki ozdobiony srebrna taśmą. Na głowie czepek czarny ozdobiony taśmą i koronką. Sukienka na białej halce, a elastyczne majteczki są przyklejone . Ma też gumowe, czarne półbuciki. 


         Myślę, że Gizela jest z lat 70tych.
         Podejrzewam, że oba stroje reprezentują Bawarię.

wtorek, 25 listopada 2014

MINISIE




         Osobiście w życiu miałam jednego. Pewnego dnia odszedł do krainy wiecznych łowów. Nie zbieram misiów. Czasem natrafiam w SH na staruszka, którego chętnie bym przygarnęła, ale zawsze obawiam się, że nie sprostam renowacji. Strach przed ostatecznym zniszczeniem skutecznie mnie powstrzymuje.  Nie oznacza to, że w ogóle nie kupuję misiów.
Wręcz przeciwnie. Moje panny bardzo lubią misie i inne zabawki.  Pierwsza chyba była Nina ze swoją gąską. Jak Nina może mieć gąskę, to ja chcę misia, oświadczyła Julka. A potem jak lawina posypały się inne misie – minisie. No i są Największy mierzy sobie 13,5 cm , a dwa najmniejsze po 7.
         Minisie wszystkich lalek łączcie się!


         To zdjęcie zbiorowe, a teraz pora na szczegółowe przedstawienie.
Misie niebieskonose MeTo You

Misie od Russ

Dwa misie  w stylu vintage z ruchomą główką i kończynami.
Największy od Marks & Spencer
Takie różniaste mini
Najmniejsze 7 cm
Miśka o d Sagi

        A pamiętacie takie wierszowane opowiadanie o Zbysiu i jego misiu?

„STARY, ZIELONY MIŚ”
Zbych ma misia.
Ooo, od dawna, nie od dziś, jest u Zbycha już ten miś. Ten misio jest taki stary, że we wszystkich szwach ma szpary, z tych szpar prószą się trociny; grzbiet i pyszczek ma wytarty, Miś po prostu – nic nie warty! No, a jeszcze oprócz tego jest koloru zielonego!
- Co? Kto słyszał? Miś zielony – to po prostu śmiech szalony!
Dlaczego miś był zielony, o tym nikt nie wiedział. Zbych nikomu nie powiedział. Ale wam, Jeżeli chcecie – powiemy w wielkim sekrecie.
Kiedy mamusia ze Zbyszkiem przyjechała do Warszawy, Zbyszek nic a nic nie miał wtedy do zabawy. I mamusia dla Zbysia uszyła śmiesznego misia z tego zielonego pluszu, co go kawałek od starego fotelika zostało.
I tak żyli Zbyś i miś w tej przyjaźni aż do dziś.
Aż tu dzisiaj wielkie święto! Urodziny dziś Zbigniewa. Dostanie on w podarku coś, czego się nie spodziewa!
Zbudził się Zbyszek o świcie, przy łóżeczku jest stoliczek – bielusieńki i przybrany w narcyzy i tulipany. Na stoliczku – patrzy Zbyś, siedzi śliczny, nowy miś. Od łapeczek aż do uszu calutki z białego pluszu, oczy lśniące, mina harda, złoty dzwonek i kokarda.
Bierze misia Zbych nieśmiało. Miś to piękny jakich mało!
Biegną siostry, mama, tata:
- Żyj nam, Zbysiu, długie lata!
Kasia woła:
- Już od dzisiaj będziesz miał nowego misia!
Bawiły się dzieci ślicznie nowym misiem do wieczora. Było miło i wesoło, aż spać przyszła pora. Trzeba iść do łóżka. Uściskała mama Zbysia, położyła przy nim misia, wyszła na paluszkach.
Spogląda Zbych na misia – ten się rozparł z miną hardą, z złotym dzwonkiem i kokardą, nastawił pluszowe uszy, oczy w sufit wybałuszył.
Wyjrzał Zbych z łóżeczka, a tam siedzi w kąt wtulony jego miś zielony, zabiedzony nieboraczek, nos wparł w ziemię, pewno płacze.
Skoczył Zbych, nie myśląc wiele:
- Chodź, my starzy przyjaciele!
Kiedy mamusia zajrzała do dzieci – nowy, wspaniały miś spał na taborecie, a do Zbyszka przytulony chrapał stary miś zielony!  napisała  Maria Kownacka.
Tak mógłby wyglądać zielony miś Zbycha, ale ten należy do Frani.
             Wielu uśmiechów w Dniu Pluszowego Misia życzą wszystkie Minisie.