Obserwatorzy

czwartek, 27 kwietnia 2017

LALKOWY KALENDARZ - MAJ



      „Już, za parę dni, za dni parę”, zaśpiewasz sobie „i znów przyszedł maj”.
      A jak maj, to czas na majowe kartki z kalendarza.
      W maju mamy miesiąc Lalek Dziecięcych czyli wszystkiego rodzaju bobasków, maluszków itp.


       A teraz poszczególne kartki.

      Oby maj przyniósł nam piękną pogodę, śliczne plenery i czas na nasze hobby.

środa, 19 kwietnia 2017

SPAL ŻÓŁTE KALENDARZE


          Sorry! Dałam plamę!. Nie zmieniłam kartki w kalendarzu i dziś nie miałam jeszcze czasu, aby błąd nadrobić. I tak dzisiejsza kartka jest już kartką z żółtego kalendarza.
          Mam nadzieję, że mi wybaczycie i przedłużycie Dzień Blythe na Tydzień Blythe.
         U mnie mieszkają dwie Paskudy. 



        Felicity, którą kupiłam na giełdzie w Pruszczu. 


        Felcia szukała swojego wymiaru najpierw na ciałku Evi.



        Żeby wreszcie osiągnąć pewną „dorosłość” na ciałku Evolve.


       A to jej ostatnie , świąteczne zdjęcie.


       Druga to Inka, prezent od Inki. 


 
       Inka została na swoim ciałku i zajęła miejsce Feli w ogrodzie Maggie.


        Inka ma miodowe włosy i niebieskie oczy. Przy okazji , ze postanowiłam zostawić ją na oryginalnym ciałku, dostała fajne butki od Polly Pocket – pasują!


       Jeszcze raz przepraszam Was za gapiostwo . Życzę udanego tygodnia.
        Już wkrótce kartki na maj, postaram się nie zawieść. (O, jak mi tu emotikonów brakuje.)

piątek, 14 kwietnia 2017

NO I SIĘ PORYCZAŁAM...


      Tu miał być zupełnie inny post świąteczny. W dodatku na obydwu blogach też inny.
      Ale wszystko dziś się zmieniło, za sprawą małej karteczki wetkniętej w drzwi przez listonosza. ...zgłosić się po odbiór paczki w Urzędzie Pocztowym przy ulicy ….
      Stawiłam się dziś rano i wręczono i wielką pakę.


      Nadano ją w Warszawie, a w środku....


      Nie to jeszcze nie to, w środku były cudowne skarby i karteczka z życzeniami.


Tak cudowne, że trudno opisać. Nadawczyniami były Zurineczka i Marzenka.


      Zuri podarowała mi jedną ze swoich cudownych, woskowych Maryjek. Nie umiem wyrazić, co czułam gdy ją zobaczyłam. Jest tak cudowna. 


 
     Były tam jeszcze zajączki,baranki, kurczaczki, pisanka, no istne cuda.


      I był tam On zajączek – jajołek. Wzruszenie ścisnęło mi gardło. Wiem ile wysiłku i serca Marzenka włożyła w wykonanie tego ślicznego zajączka .


      Dziewczyny , czym sobie zasłużyłam na tak wspaniałe dary? Nie umiem wyrazić wdzięczności. No i się poryczałam. I post na obu blogach będzie ten sam, bo jedna z dziewczyn jest lalkowa, a druga nielalkowa.
      A teraz będą życzenia:
      Niech te Wielkanocne Święta przyniosą Wam wszystkim pokój, radość, miłość, zrozumienie, szczęście i zadowolenie. Niech staropolskim zwyczajem stoły Wasze obsiądą krewni i przyjaciele. Niech smakuje Wam święcone jajeczko i wielkanocny mazurek. Alleluja!

Jedna z moich tegorocznych dekoracji
                                         
                                       WESOŁYCH ŚWIĄT!
                                                               WESOŁYCH ŚWIĄT

sobota, 8 kwietnia 2017

WIELKOOKA I KLONIK



       Przedświąteczny czas nie sprzyja polowaniu na lalki. Jednakże musiałam zajrzeć dziś na targ w poszukiwaniu jajek i zieleniny. Trudno było ominąć stoisko zaprzyjaźnionego „Dziadka”.
      Z daleka zwrócił moją uwagę wózek dla lalek, to znak , że są jakieś nowe zabawki.
      Były i owszem, ale nie to czego szukałam. Moja uwagę zwrócił stosik sfatygowanych Stefek, buzia jednej z nich przykuła moją uwagę. Była jakaś inna.     W siateczce było pustawo, jeden Chudy z Toy Story, mały marynarz z Little People, klonik Evi i konik od Playmobile. Wezmę tę Stefkę , pomyślałam. Szczerze mówiąc była tak brudna, że mnie odrzucało, ale cena była kusząca. Pięć złotych za wszystko, czyli po złotówce sztuka.


       Miała ogromne oczy, prawie zupełnie okrągłe. Jeszcze sprawdziłam sygnaturę i zamiast Simba zobaczyłam napis Sindy! W domu miałam starą Sindy od Pedigree i nową od Hasbro, ale ta nie była podobna do żadnej z nich.


       Po powrocie do domu wrzuciłam lalki do kąpieli i pojechałam do Gdańska na zakupy. Dlatego nie będzie zdjęć przed.
      Po powrocie domyłam moje zdobycze i oto co ukazało się moim oczom?



      Buszowanie w Internecie niewiele pomogło. Ktoś umieścił zdjęcie identycznej lalki z błędnym podpisem – Fairy princess Sindy 1993. Sprawdziłam. Fairy princes ma grzywkę i kolczyki oraz 5 rzęs u góry kilka malutkich na dole. Moja ma tylko u góry 6. 

 
      Ktoś inny napisał, że to Surprise Sindy z 93, ale Surprise ma oczy fioletowe i również ma kolczyki. 

 
      Kim jest moja tajemnicza Wielkooka? Nie wiem, czy sukienka jest oryginalna, nie ma metki. Panna została nazwana Eye (Oczko).


      Ewkowaty klonik jest siusiająca laleczką. Ma na plecach napis China. Jak na klona jest doskonałej jakości, zarówno ciałko, włosy, jaki i ubranko. Także nie wiem kim jest. Kolorem oczu pasuje do Sindy, włoski ma ciemniejsze. 

 
       Jak zawsze liczę na wszechwiedzę blogerek lalkowych, także w kwestii moich nowych panienek. Miłej niedzieli.


środa, 5 kwietnia 2017

KOSTKA CUKRU I COŚ RÓWNIE SŁODKIEGO



      Już jakiś czas temu, nabyłam za przysłowiową złotówkę takie oto maleństwo.


      Laleczka - niemowlak składa się z biskwitowej, łysej główki, biskwitowych dłoni, i ciałka – śpioszków z tkaniny wypełnionej kuleczkami czy ziarenkami.


      Na główce ma czapeczkę w kolorze śpioszków.


      Laleczka jest sygnowana na główce Sugar Lump Ilse 1989


      Poszperałam w Internecie i niewiele znalazłam, poza kilkunastoma zdjęciami podobnych laleczek nazywanych Sugar Lump czyli Kosatka Cukru. Laleczkę zaprojektował w latach 80tych Bootsie „Boots” C. Tyner, 1945-2014, amerykańska wszechstronnie utalentowana artystka. W 1986 r. wymyśliła laleczkę niemowlaka i nazwała Sugar Britches. 


     Jak to się stało, że nastąpiła zmiana na Sugar Lump nie mam pojęcia. „Boots” założyła firmę BOOTS'N Friends, która wprowadziła do sprzedaży zarówno wytwarzane przez siebie części lalek, jak i matryce do odlewów. W ramach działalności charytatywnej część matryc przekazała nieodpłatnie do zakładów karnych dla kobiet w USA, żeby osadzone mogły coś zrobić dla swoich dzieci.          
     
      Każdy wykonawca odlewu sygnuje lalkę swoim imieniem. Buzie są malowane ręcznie. Laleczki mają 18 cm. 

 
      Coś równie słodkiego to moja dzisiejsza zdobycz. Ciałko do reprodukcji starej lalki. Bardzo starannie wykonane, długości ok. 17 cm. 

Znalazłam podobne na ebayu

Body FR 7.00" Bleuette companion doll , lateks composition. Są w rożnych rozmiarach.  Siedmiocalowe kosztuje 60 $. Ja zapłaciłam 3 PLN.







       Ciałko jest nieużywane, jeszcze miało kartonowe zabezpieczenia na przegubach, ale gumka łącząca ręce jest niestety rozciągnięta i trzeba ją wymienić. Mam nadzieję, że sobie poradzę.
      Teraz przydałaby się jakaś fajna stara główka. Cuda się zdarzają. :)
     
Można rzec, że to wspaniały prezent od losu na dzień blogera lalkowego .
             Wszystkim blogerom i blogerkom życzę wszystkiego lalkowego i bardzo wiele słodyczy  w blogowo - lalkowym życiu.  Spełnienia marzeń  nie tylko lalkowych. Sorry, że nie udało mi się wrzucić przed północą.

piątek, 31 marca 2017

KALENDARZ KWIECIEŃ 2017



                  Jutro już kwiecień. Pora na nowe kartki  z                  kalendarza oto one: Kwiecień to miesiąc poświęcony wielkogłowym lalkom. Warto przedstawić nie tylko Dal, Byul, czy Pullip, ale też inne tego typu.

Mam nadzieję, że miłośniczki Clownów nie zawiodą, ja nie mam żadnego.
Pamiętajmy szczególnie w tym dniu o na samych
Można w tym dniu przedstawić też inne dyniogłówki
Blythe i mini Blythe świętują

czwartek, 30 marca 2017

FIOLET CZY PURPURA ?


           Krążą już dowcipy na temat postrzegania kolorów. Podobno mężczyźni dzielą kolory na ładny, nieładny i ***. Kobiety potrafią wymienić ze sto nazw dla odcieni każdego koloru.

          Moje Petry w dniu swojego święta, posprzeczały się o fiolet i purpurę. Taka sprzeczka międzypokoleniowa. Z drugiej strony trudno jednoznacznie orzec, czy kolor , który mamy przed oczami to jeszcze fiolet, a może już purpura, albo vice versa. 
 

„Formalnie fiolet to najkrótsze fale światła widzialnego – to, co widzimy na samym dole tęczy. Purpura to dowolny kolor między czerwienią a niebieskim, który uzyskać by można z pewnych gatunków mięczaków śródziemnomorskich (szkarłatników i rozkolców). „ - Monika Mężyńska architekt wnętrz

          Jednak i pani architekt nie była do końca przekonana.
         Obydwie jednak panny (panie?) zdecydowały się wystąpić w odcieniach tego koloru, także ze względu na wiosnę. Wszędzie w ogrodzie go pełno. Bratki, fiołki, krokusy i pierwiosnki, trudno zgadnąć czy fioletowe czy purpurowe.
          Spotkanie Petry i Anjelicy to jak napisałam spotkanie międzypokoleniowe. 



         Uwzględniając wiek „lalkowy” można by rzec, że Petry von Plasty to babcie ( a może nawet prababcie), a Petry Lundby to wnuczki.
           Moja Petra von Plasty, jak sami widzicie zaczęła doceniać arystokratyczne pochodzenie „von”. I z byłej girlsy kabaretowej przeistoczyła się w dostojną damę. 


            
                                              Błądzi po zamkowych wieżach.



             Dostojnie kroczy po ogrodowych alejach i łaskawym okiem patrzy na rozkwitające kwiaty.


                    Mimo upływu lat, nadal pielęgnuje swoja urodę i chętnie nosi piękne suknie i romantyczną biżuterię.


                   Petra Lundby – Anjelica, z Anioła stała się wesołą dziewczyną z sąsiedztwa.



                                   Lubi nosić rozpuszczone włosy i kolorowe sukienki.



                                

                                              Opalać twarz w wiosennym słońcu.




                                       Rzucać się na trawnik, aby podziwiać krokusy.



               Obie jednak doceniają wiążące je nici pokrewieństwa i mimo różnic lubią czasem prowadzić długie pogawędki, nawet w sprawie różnych poglądów na temat fioletu i purpury. :)