Obserwatorzy

poniedziałek, 16 kwietnia 2018

BOSO PO TRAWIE

         Dwie psiapsióły  ( Wee 3  Friends, 4Ever Best Friends) wymogły na mnie jednakowe bluzeczki. Aby nie mylić ciuszków dostały inne naklejki. Nie myślcie jednak, że na bluzeczkach się skończyły wymagania. 


          Następnym etapem była wspólna ogrodowa sesja. Usiłowałam się wymigać, że przecież wielkostope panny butków nie mają. A one na to, że najlepiej się biega boso po trawie.

          No to się przygotujcie, bo nie było miejsca, gdzie by nie wlazły.





           Właściwie dopiero przygotowując tekst uświadomiłam sobie, że Nelly znacie dobrze.


           Natomiast Miranda, choć wystąpiła w poprzedniej sesji, to całkiem anonimowo.


         Miranda przybyła do mnie w styczniu od Kamelii. I choć śliczna i ruda, nie doczekała się sesji z braku ciuszków i obuwia. Miranda to Lila z Wee3 Friends, Mattel. Z trzech przyjaciółek to właśnie ona najbardziej mi się podoba. Moja kolekcja rudzielców się rozrasta. Chyba kiedyś zdobędę się na rudy post. ☺

 

piątek, 13 kwietnia 2018

SZYJE SIĘ, SZYJE SIĘ, SZYJE SIĘ

       

       Szyje się, szyje się, prawie samo szyje się. W trans wpadłam. Dostałam od Metki wykroje, z tej książki, którą dostała pod choinkę. Beata Guzowska "Szyjemy ubranka dla lalek". 


         Wystarczy wyciąć i zeszyć. Pasują idealnie. Można też robić własne modyfikacje.Np. z przedłużonej bluzeczki powstaje sukienka. Na Kena trzeba poszerzyć.


         No to przez dwa dni uszyłam siedem, to znaczy jedną sukienkę i sześć bluzeczek.


           Odkryłam też naklejki odzieżowe w Cheetos'ach i przyozdobiłam nimi trzy bluzeczki. Wymiar naklejek idealny dla lalek. 

 

wtorek, 10 kwietnia 2018

PIERWSZA WIOSENNA GIEŁDA

     W niedzielę była cudna pogoda i postanowiliśmy po raz pierwszy tej wiosny odwiedzić giełdę w Pruszczu. Okazało się, że nie tylko my. Ludzie wyroili się zupełnie jak muchy. Korek zaczął się już w centrum  miasta. Od zjazdu do giełdy , co zajmuje zwykle jakieś dziesięć minut, posuwaliśmy się jak żółwie przez calutką godzinę. Na giełdzie tłumy kupujących i znacznie mniej sprzedających, nawet nie połowa tego, co na ostatniej jesiennej. Sklepy pozamykane, więc ludziska tłumnie zjawili się na giełdzie. Jeśli chodzi o interesujący mnie towar, można powiedzieć totalna bryndza. Jednak nie wróciłam z pustymi rękami.
     Kupiłam taką oto Steffi Love z lat 90tych w bardzo dobrym stanie i prawie nienaruszoną fryzurą platynowych włosów.     Z artykułowanym ciałkiem. 
  Z naszych zasobów dostał śliczną fioletową sukienkę, niestety na te stopki nie mamy żadnych butów.


           Była ubrana w coś takiego, choć z pewnością nie oryginalnego, bo się nie dopina na plecach.


    

      Lalek było jak na lekarstwo, po za dwoma stoiskami zawodowych handlarek zabawek, gdzie ceny były jak zwykle wyssane z palca.  W końcu spotkałam młodą dziewczynę, która, jak przypuszczam, sprzedawała swoją kolekcję MH. Te lalki mnie niezbyt interesują, ale w stojącej obok torbie wypatrzyłam woreczek z akcesoriami, jak mniemałam od Monsterek. Zauważyłam w nim buty. Za całość dziewczyna chciała dyszkę, wiec się nie zastanawiałam.
W domu okazało się, że dobrze zrobiłam, bo w woreczku było aż 6 par butów. Co prawda nie dla MH tylko dla koninki (Equestria ), ale dla Monsterek też pasują. 


      Najwięcej akcesoriów było od Rainbow Rocks.  Lwią część więc dostanie moja wnuczka, która kolekcjonuje koninę.


      Buty zostaną podzielone między moją Klaudynkę
  


     i Monsterki Metki.


     I to niestety wszystkie giełdowe zdobycze. 
    Jeśli chodzi o SH to zero, null, niczewo. Za to na bazarze zdobyłam kultowe zwierzaki harmonijki. Co prawda nie kota czy psa, ale dużo rzadszego lisa (niestety bez ogonka) i jeszcze rzadszego słonika. 


      Do niedawna myślałam, że to polska zabawka, a okazuje się, że czeska. Skąd tak popularna w Polsce?  A może, któraś spółdzielnia robiła je na licencji?
   Życzę wszystkim miłego, wiosennego tygodnia.

środa, 4 kwietnia 2018

PRZYSZEDŁ ZAJĄCZEK

     

      Choć się go zupełnie nie spodziewałam i do mnie przyszedł zajączek. Bo właściwie to ja mam już tyle razy po sześć lat, że wstyd się przyznawać. W naszym domu nie było takiej tradycji, dzieci dostawały do koszyczka na święconkę cukrowego baranka, marcepanowe kurczaczki i kolorowe cukrowe jajeczka, ot i wszystko. Dopiero jak zamieszkaliśmy na Kociewiu poznaliśmy zwyczaj zajączka, dzieci dostawały więc także czekoladowe zajączki i czekoladowe jajka. Dopiero moje wnuczki dostają także coś po za słodyczami. Oczywiście i tu zajączek obdarowuje tylko dzieci.
      A tu niespodzianka, bo przykicały do mnie aż dwa zajączki.
      Jeden od Marzenki z Dłubanin lalkowych. Choć właściwie czy do mnie? Raczej do Maggie, która dostała śliczny komplecik, składający się z kapelusika i chusty w kolorze niebieskim. Ponieważ wieczory są chłodne Maggie chętnie siada przy kominku i otula się chustą.


       To zdjęcie zrobiłam bez lampy, żebyście zobaczyły, że w kominku naprawdę się pali. :)


       Skorzystała też Hitomi, bo dostała uroczą sukieneczkę. Pozuje przy wielkanocnym drzewku. Pierwotnie przyklejony był na nim miniaturowy serwis, oczywiście naczynka odkleiłam i udekorowałam świątecznymi drobiazgami.


       Drugi zajączek przybył od Zuri z Baśniowa. I wprost baśniowe prezenty przyniósł. Tym razem dla mnie :)
      Śliczny gumowy chłopczyk z lat 40-50tych. Niestety jeszcze nie zidentyfikowany, bo bez sygnatur. Ma przedziwne oczy, z tęczówkami z niebieskiej przezroczystej gumy!  Niestety guma się starzeje i widać już zmiany w strukturze. Ma wmoldowane i pomalowane włosy, i usta bardzo podobne jak Tammy czy stara Sindy.


      Dostałam też kartonowe jajo, to już czwarte w mojej kolekcji.


                                               Kurki


        Jajka z zajączkami i drewniane  jajeczka do zawieszenia


                
         Oraz oczywiście karteczki i bardzo miłe listy. Za wszystko Wam dziewczyny ogromnie dziękuję i jestem bardzo wzruszona. 
           Dziękuję też wszystkim odwiedzającym moje blogi za miłe życzenia i wszystkie życzliwe słowa, które ogromnie cenię.