Maggie ostatnio zdradziła mi, że lubi
tytuły nawiązujące do cytatów i tytułów z piosenek, filmów i książek. Będę się
starała wymyślać takie tytuły. Dziś parę słów o zabawkach z dzieciństwa.
Niektóre cudem ocalały.
Jacusia.
Tak naprawdę wiele dziesięcioleci była Jackiem, ale ostatnio dostała sukienkę i
zmieniła tożsamość. Jacusię dostałam od babci na pierwszą gwiazdkę. Jest trochę
popękana, ale ogólnie się trzyma. Musiałam wymienić gumki, tylko głowy bałam
się ruszyć, bo jest na jakimś strasznym haku.
Piesek
Puszek, jest młodszy ode mnie jakieś pięć lat. Dziś nikt nie uwierzy, że
był puszysty.
Tyle ocalało. Nie miałam wielu zabawek.
Po za Puszkiem i Jacusią, były jeszcze :
Śpiąca lalka z stroju krakowskim, podobna do
tej (zdjęcie z netu). Dostałam ją na gwiazdkę 1966 r.
Pyza –
plastikowy, grubiutki dzidziuś w kombinezoniku z kapturem w kolorze
niebieskim. Prezent od dziadka. Dziadek jak miał pieniądze to lubił nam kupować
zabawki, sęk w tym, że nie miał ich zbyt często.
Dostałam
od niego jeszcze: kota w butach, małego drewnianego jamnika w kolorze czerwonym
i obrazek z kotkami
zdjęcie z
netu
.
Basia – była lalką od cioci z USA, choć jak dobrze pamiętam na plecach
było coś Made in Tajwan. Mała, chyba 20 cm, winylka. Miała zamykane oczki i krótkie
, kręcone, czarne włoski. Zjawiła się u mnie w 1968 r. Basią bawiły się jeszcze
moje dzieci i włoski uległy zniszczeniu, po sukience i butach nie został nawet
ślad, ale lalka była... i co ja z nią zrobiłam.
Laleczka z kiosku RUCHu – właściwie było ich kilka. W
zależności od wielkości i tego czy miały zamykane oczka czy nie, kosztowały od
3zł 80 gr do chyba 8,50. Niektóre były golutkie, a inne miały spódniczkę na
szelkach razem z majteczkami z kawałka wąskiej wstążeczki. Te laleczki bardzo
lubiłyśmy. Nasza babcia była krawcową,
dostawałyśmy od niej skrawki materiałów na stroje, za łóżeczka służyły
pudełka.
Tu
laleczka ubrana w strój z Cepelii.
Nie miałam zbyt wielu zabawek, kompletu
dopełniał mocno wyleniały miś, plastikowy murzynek,drewniany niebieski wózek - spacerówka i raz w
życiu miałam samochód.
Samochód muszę koniecznie opisać. Dostałam
go od wujka, bo w kiosku na dworcu nie było żadnych lalek. Był to jasnozielony kabriolet, z szybą z przodu,
z kierownicą i najmniejsza laleczka , ta za 3,80, mieściła się w fotelu
kierowcy. Zdjęcie znalazłam również w Internecie.
Szkoda, że nie udało mi się ocalić ich wszystkich. To także powód dla którego postanowiłam zbierać lalki, zwłaszcza te stare.