Obserwatorzy

sobota, 19 sierpnia 2017

POKÓJ DZIECIECY





      Pokój dziecięcy w Baszcie nie ma nic wspólnego z horrorem, no może troszkę. Wiadomo, jak to w pokoju dzieci panuje w nim zwykle horror bałaganu.
      Pierwszy pokój dziecięcy powstał jeszcze na parapecie. Był królestwem Goni, przybranej córki Maggie. Przez dom Maggie przewinęło się sporo dzieciaków, które przygarniała z dobrego serca i niektóre pozostały w nim do dziś. Mimi – siostra pierwszego męża Roberta, Katriona, córka kuzyna Cedrika i Calineczka, to obok Goni dziecięcy mieszkańcy Baszty. Czasem pomieszkiwała zaginiona Bryana. Pokój w zasadzie należy do Goni, bo dla niej został zrobiony. Zrobiłam dla niej mebelki z kartonu, pobielone i ozdobione motywem róży. Zestaw składał się z łóżeczka, szafki i biureczka. Ściany były z elementów drewnianych pokrytych tapetą. 




      Następne ściany były już nieco większe z kartonu z tą samą tapetą. W SH znalazłam małą drewnianą skrzyneczkę, którą przerobiłam na skrzynię na zabawki, a zarazem siedzisko, bo dorobiłam poduchę. Przybył też biały fotelik z kartonu.


       Skrzynia bardzo się przydała, bo od początku było sporo zabawek. Najfajniejsza, to drewniana kolejka.


      Potem przybyły drewniane mebelki, które udawało się, co jakiś czas dokupić i należały do tej samej serii. 


      Następnie domek przeniósł się do stendu, a że przybywało mebelków i gadżetów, coraz  bardziej się zagracał.



       Wreszcie po ostatnich porządkach wygląda tak. 


      I choć jedne rzeczy usunęłam, to inne przybywały. Jednym z ostatnich nabytków jest białe porcelanowe pianino. 



      Jak zauważyliście mieszkańcy są muzykalni. U Charlesa leżą skrzypce, w salonie i w dziecięcym są pianina.

wtorek, 15 sierpnia 2017

ŻYCIE OD KUCHNI




         Chcę Wam przedstawić nowych mieszkańców Baszty Szarej Sowy.
Tym razem bohaterami są mieszkańcy kuchni. Powinnam raczej napisać pokoju dla służby, ale takowego w Baszcie zwyczajnie nie ma. Domyślacie się, że będzie mowa o służbie domu Maggie.  Otóż od pewnego czasu, jak księżnej przystało, Maggie ma służbę. Kucharkę, panią Smith. Ogrodnika, pana Wilsona, ojca kucharki oraz Molly, młodszą siostrę pani Smith, która jest dziewczyną do wszystkiego.


         Wszystkie trzy lalki to laleczki produkowane specjalnie do domków dla lalek w skali 1:12.  A więc mniejsze od Maggie. Dostałam je w prezencie i pochodzą z różnych zestawów. 


         Kuchnia Maggie także przechodziła różne etapy swego istnienia i wystroju. Od początku jednak wyposażenie opiera się o własnoręcznie zrobiony komplet mebli w kolorze zielonym – kredens, szafka narożna i mała szafeczka. A także pieca kuchennego i wiszącej półki.


          Jak każde pomieszczenie kuchnia też została przeniesiona do stendu i przeszła fazę totalnego zagracenia.


          Tak wygląda po ostatnich porządkach. 


           I jeszcze kilka zbliżeń.


P.S.  Miniaturki rocznicowe otrzyma Balbinka Bernikla proszę o adres na emalia.

piątek, 11 sierpnia 2017

ROZMOWY SALONOWE


        Nawet żeby pogadać o niczym dama potrzebuje salonu. Maggie bez salonu obejść się nie może. Ponieważ pokazałam nowe oblicze gabinetu Charlesa, muszę pokazać, co zmieniło się w salonie Maggie. A przez te pięć lat ciągle coś się zmieniało. Bądźcie wyrozumiałe dla tej retrospektywy.
To był pierwszy salon Maggie
Na święta salon miał już ściany z tapetą w aniołki
 
Tu ściany kartonowe z tapetą
A tak salon wyglądał na Sylwestra
Salon przeniósł się do kartonowego stendu
Tak wyglądał do niedawna
A tak wygląda teraz
Oj nie ubywa nam gratów
A nawet przybywa - nowe pianino

        Aż nie do wiary, że to już minęło pięć lat. 10 sierpnia 2012 r. przywitały mnie Gosia z bloga „Lalkowe przygody z historią stroju i mody” oraz Madelaine z „drugiego życia mad”. W tym czasie powstało wiele blogów nowych inne się wykruszyły. Dziękuję Wam, że tu jesteście i ciągle motywujecie mnie do pisania. Dla tych, którzy zostawią komentarz pod tym postem przygotowałam niespodziankę. Ze wszystkich osób wylosuję jedną, którą obdaruję zestawem miniaturek dla lalek, jako, że mamy miesiąc domków i miniaturek. Co będzie w zestawie ? Niespodzianka! Na komentarze czekam do wtorku włącznie.

środa, 9 sierpnia 2017

ZAWIEDZIONE NADZIEJE



       No to się wybrałyśmy dziś z Metką na Jarmark Dominikański w Gdańsku. Pojechałyśmy specjalnie w środku tygodnia po południu, żeby nie było takich tłumów, jak w soboty i niedziele. Nie robiłam posta o domkach, bo miałam nadzieję pokazać zdjęcia z jarmarku. W ubiegłym roku były domki i mebelki. A w tym roku kompletna bryndza. Jarmark jakby skurczył się o połowę, albo i nawet więcej. Nie tylko staroci było o tyle mniej, ale i pozostałych stoisk. Mało było rękodzieła, artystów jak na lekarstwo. Budy z byle jakim żarciem, sądząc po zapachu, stragany z chińszczyzną typu zapachy w drewnianych kulkach, nożyki do warzywnych dekoracji itp. Nas oczywiście interesowały zabawki, a tych było jak na lekarstwo. Jedno stoisko ze współczesnymi chińskimi porcelankami w dużych ilościach, wszędobylskie Matrioszki w astronomicznych cenach. Kilka starych ładnych porcelanek, pojedynczo na straganach ze starociami. Tu ceny również zaporowe. Kilka współczesnych barbiowatych w stanie opłakanym. Pierwszy raz wróciłam z Dominika z pustymi rękami.

        Ponieważ dziś Dzień Domków i dioram, a ja nie za bardzo się przygotowałam, pokażę Wam przemeblowany pokój Charlesa. Pokazywałam, co prawda w poście o akcji Upalny Lipiec, ale raczej pod względem chłopów. Teraz będzie o gabinecie i jego umeblowaniu.

                               Dawniej Gabinet wyglądał tak.


                                      Teraz, po przemeblowaniu tak.


             Powstały jakby dwa obszary jeden na potrzeby spotkań OT


                                Drugi bardziej prywatny.


                 Książę Charles jest ze zmian bardzo zadowolony.


sobota, 5 sierpnia 2017

ŚNIEŻNOBIAŁY UŚMIECH



      Co można kupić na targowisku za 5 zł ? Czy warto kupować kota w worku? I co ma do tego śnieżnobiały uśmiech?


      Zwykle wyprzedażą ciuszków i zabawek po latoroślach zajmują się mamy, ja trafiłam na tatę. W pudełku zauważyłam barbiowate nogi , wyciągnęłam i widzę na plecach napis Petra. Pytam o cenę, a pan na to, niech pani bierze całe pudełko za 5 złotych. Biorę, a pan dorzuca jeszcze niebieski worek wypełniony jakimiś drobiazgami, niech pani weźmie wszystko. Płacę i widzę jeszcze obok monsterkę, kompletną. 



       Pytam o cenę, bo choć lalka cała umazana zawsze to MH, i jak już raz usłyszałam, od jednego sprzedawcy, kosztowała ponad stówkę. Tym razem odpowiedź brzmi, 2 złote. I tak oto za 7 złociszów stałam się właścicielką tego oto worka,


       wzbogaconego o Lagoonę, całą umazaną pastelami i plasteliną.



     
        Po wysypaniu zawartość przedstawiała się tak:


      A po segregacji okazało się, że było w nim 4 duże lalki i trzy małe w różnych stanach. 



      Trochę koralików, klocków, miniaturowych zabawek w tym Dora, Hello Kitty, Smurfy, zwierzątka.


I trochę śmieci.
      W śród lalek były 1 Barbie , 1 Petra , niestety obciachane włosy, 1 Stefka z bardzo ciekawym ciałkiem , rączki i nóżki mają w środku druty i można kończyny dowolnie pozować.



                                         Oraz ON.



      Właściciel śnieżnobiałego uśmiechu. Bardzo ładna główka osadzona na wydmuszce i w dodatku bez jednej nogi. A to dlatego, że wydmuszkowate ciałko jest pęknięte w „pewnym” miejscu i noga wyleciała. :(
Facet mnie zaintrygował. Może ktoś wie, co to za jeden. Nie ma żadnych sygnatur.