Obserwatorzy

środa, 8 kwietnia 2020

CZY DUŻA, CZY MAŁA, KURPIANECZKA ZGRABNA




           Przymusowy odpoczynek sprawił, że niektóre moje lalki doczekały się wreszcie swojej  kolejki. Niektóre po długich miesiącach, a może latach? Jak Jadzia. (2017) Przybyła do mnie w takim stanie.




           Bez koszuli i bez czółka, reszta stroju w dobrym stanie. Wymieniłam tylko cekiny, które ze starości straciły kolory. No i gumki w rączkach. Wyobraźcie sobie, że były na gumce z dętki od roweru :D.


       Bluzeczkę uszyłam z chusteczki, niech niebo wynagrodzi te panie, co tak pięknie obrębiły chusteczki niciana koronką.


              Zrobiłam też Jadzi nowe czółko i "bursztynowe" korale. 



                        Zgrabna Kurpianeczka mi wyszła. :)


         Tytuł zaczerpnęłam ze starej książeczki, którą mam o chyba czterdziestu lat.



           Jadzię oczywiście w nowym stroju poniosło na wieś, żeby się pochwalić.


                      A tak na prawdę to tylko na taras. ;)



        Pozdrawiamy Was serdecznie i życzymy fajnych pomysłów na siedzenie w domu.

 

niedziela, 5 kwietnia 2020

PALMOWA NIEDZIELA

          Palmowa Niedziela bez palmy? Żeby mieć choć namiastkę tradycji, palmę poniosła dziś Iza - Krawalka.


          Ale żeby mogła pójść z palmą musiała zmienić strój.

 
              Iza przybyła do mnie tak odziana, kilka lat temu.


       Sądząc po halce, musiała nosić strój ludowy, ale jaki? Kiedy kupiłam Marcjannę, miała na sobie dwa gorsety, jeden swój  łowicki, a na wierzchu drugi krakowski. Postanowiłam zrobić z Izy krakowiankę.  Miałam tylko gorset. Namiastkę bluzki uszyłam z chusteczki do nosa obrębionej koronką. Materiał na spódnicę podarowała mi w zeszłym roku Ida, teraz się doczekał. Fartuszek uszyłam z firanki i koronek. 


            Ale najdumniejsza jestem z wianka. Zrobiłam go samodzielnie. Użyłam drutu florystycznego i takiejże taśmy, robiąc stelaż .


Następnie przykleiłam kwiatki materiałowe (z bukieciku) i cztery różyczki z gąbki, klejem na gorąco.



 
                            Do tyłu zawiązałam wstążeczki.

 



                Koraliki, pończoszki i buciki, niestety nie czerwone, dopełniły stroju. Mam nadzieję uszyć czerwone buciki, jak tylko zdobędę na nie materiał. Iza - krakowianka w pełnym rynsztunku.


                   Można iść z palmą, skoro plastikowe panny są odporne na wirusa ;)

 

czwartek, 2 kwietnia 2020

ULISIA, TEGO WOJTKA, CO ZA KOŚCIOŁEM SIEDZI

          Dziś kolejne dwie panny, rodem z Lipiec, zaprezentują Wam swoje piękne wełniaki.



           Najpierw Marcjanna. Najdłużej naczekała się na swoją kolej, bo chyba od prawie roku. Kupiłam ja w SH, za przysłowiowe 5 złotych, bo lalka z tych mocno poszkodowanych. Wzięłam ze względu na strój. Krawalka  wcześniejszego typu, miała zepsute oko, pękniętą rączkę i brakuje jej części stopy. Oczko zamocowałam na stale otwarte, co wygląda trochę niesamowicie. Pękniecie ręki zasłania rękaw, który musiałam dorobić, a stópkę buty.

         
                Strój zszywany na lalce, trzeba było pruć i po wyczyszczeniu zszywać na nowo. Brakowało bluzki, ale dorobiłam tylko rękawy i kołnierzyk. Dodałam korale. Buty zamieniłam od innej lalki, bo miała białe plastikowe. Spróbowałam tez dodać jej chustkę.


                          Jednak chyba lepiej wygląda bez.



        A teraz Ulisia (tego Wojtka , co za kościołem siedzi i do której młody Płoszka posyłał z wódką). Historia Ulisi jest niecodzienna.


           Kupiłam, w zestawie, lalkę bez nóg. Kiedy ją rozebrałam, rozpadła się na kawałki. Osobno ręce, głowa, a tułów na dwie części. Postanowiłam, że strojem obdaruję inną lalkę podobnej wielkości. Kiedyś kupiłam lalkę bez ubranka. Nie ma sygnatury. Podobna jest z buzi do mojej Frani CFWC.


           Zrobiona jest z celuloidu, albo z twardego plastiku malowanego jak celuloid. Ma wmoldowane włosy oraz buty i skarpetki. Z oryginalnego stroju wykorzystałam spódniczkę, halkę, zapaskę i chustkę. Dorobiłam bluzeczkę i gorset, dodałam koraliki.



           W mojej ośmioosobowej ekipie jest tylko jeden mężczyzna - Jantoś czyli Antek Boryna. Ponad to jest Hanka Borynowa, Józka Borynianka, siostra Hanki Weronka, Jagusia, Nastka Gołębianka.  Teraz chętnie powiększyłabym grono męskie  np. o Macieja Borynę, Mateusza czy nawet Witka.


 

poniedziałek, 23 marca 2020

AGATKI I AMELKI


            

zdj. za Muzeum w Iłży


          Krótka historia Spółdzielni Przemysłu Ludowego i Artystycznego „Chałupnik” w Iłży.

                  Dnia 19 maja 1950 roku odbyło się Zgromadzenie Założycielskie Spółdzielni o nazwie: „Chałupnik”, Spółdzielnia Przemysłu Ludowego i Artystycznego  w Iłży. Terenem działalności obejmował  powiaty iłżecki i opatowski, w późniejszym czasie został rozszerzony. Przedmiotem działalności Spółdzielni było wytwarzanie: ceramiki dekoracyjnej i użytkowej, tkactwo ludowe, zabawkarstwo, koszykarstwo i miotlarstwo. 
 
zdj. G.Rutowska 1975r.

          Działalność oparta była na pracy nakładczej jej członków.  Spółdzielnia została zarejestrowana w Sądzie Okręgowym w Radomiu 30 sierpnia 1950 roku. Została też członkiem Krajowego Związku Spółdzielni Przemysłu Ludowego i Artystycznego „Cepelia”. W 1974 roku zmieniono nazwę Spółdzielni na: „Chałupnik” Wojewódzka Spółdzielnia Pracy Rękodzieła Ludowego w Iłży.  
 
Zdj. G.Rutowska 1975
 Data ta jest dla nas ważna ze względu na datowanie wyrobów, bo w 1979 usunięto słowo „Wojewódzka”.. 
 
zdj. G. Rutowska 1975

           Przemiany ustrojowe 1989 roku i trudna sytuacja gospodarcza kraju oraz brak zainteresowania wyrobami Spółdzielni odbiły się niekorzystnie na kondycji finansowej. Zmusiło to jej członków do podjęcia decyzji o likwidacji Spółdzielni i 9 listopada 1995 roku postanowieniem Sądu Rejonowego w Radomiu została wykreślona z rejestru .
 
autor lalek G. Kutera
             Nas najbardziej interesują oczywiście lalki ze Spółdzielni w Iłży. Najpopularniejsze to oczywiście Agatki i Amelki z charakterystycznym drewnianym stelażem.

zdj. IT Iłża

 
autor lalek M. Kowalczuk


             Wytwarzano bardzo różne. Np. te z główkami z celuloidu
 
lalka Ziemowit
zdj. z internetu

                            Wiele w strojach regionalnych.

 
zdj. IT Iłża

                O Spółdzielni , lalkach i kulturze tego regionu wiele można dowiedzieć się z książeczki Pani Rozalii Siwiec „Rękodzieło, moja pasja”.
 
zdj. z lokalnej prasy
             Pani Rozalia pozostała wierna lalkom nawet po zamknięciu Spółdzielni. Wystawia na jarmarkach, prowadzi warsztaty z dziećmi w muzeum.

 
zdj. z lokalnej prasy

                     A na koniec moje Iłżanki. Mam tylko dwie.


                         Większa to Lublinianka z 1986 r.




                         Mniejsza chyba starsza. Była w okropnym stanie i jest po renowacji.


                  Tak się przejęłam rolą, że lalka ma teraz zeza ;)

czwartek, 19 marca 2020

WYJATKOWO DUMNA DUNKA

                 Tytuł zaczerpnęłam z piosenki J.Młynarskiego, śpiewanej prze J. Gajosa o miłosnych perypetiach w Skandynawii. A Dunki podobno są bardzo dumne ze swojej urody. Moja Sorine też chciałaby być bardzo dumna, ale z taką buzią trudno.



           Brak brwi i rzęs nie dodaje dziewczynie urody, bez względu na wiek.Dlatego Sorine zarządzała makijażu. 
 Znalazłam najpierw zdjęcie oryginalnego.



          
               Rzęsy pochodzą z Chińczyka i są dla człowieków, ale je troszkę przycięliśmy. Natomiast brwi zostały narysowane węgierską kredką z lat 60tych, świetnie rysującą na celuloidzie. Ponieważ pojedyncze kreski niezbyt  mi się podobały, podpatrzyłam brwi u mojej Agnieszki z PPMK. Troszkę też podkolorowałam usta. Oto jak wygląda teraz.


 Na koniec zdjęcie z Agnieszką, polską koleżanką, niewiele różnią się wzrostem.



 

sobota, 14 marca 2020

ZDĄŻYĆ PRZED APOKALIPSĄ

                 13 w piątek listonosz przyniósł mi bardzo dużą paczkę. To już chyba ostatnie jakie doręczamy, powiedział.  Paczka dotarła, bo Pan Tomek, od którego kupiłam lalkę nie czekał, aż przelew będzie na koncie tylko wysłał. Dziękuję Panie Tomku serdecznie. Wiem, że pieniążki już dotarły, a ja mogę się cieszyć lalką.
                     

                                        Poznajcie  Sørine.

 


            Mam taki zwyczaj, że lalki dostają najczęściej imiona z kraju swego pochodzenia. Sorine jest Dunką. Pochodzi ze słynnej duńskiej firmy Johan Kofod z Koge. Sygnowana jest muszelką i liczbą 49 oznaczającą wielkość.



              Sorine przybyła do mnie w samych bucikach. Nie ma żadnych ubytków i wymagała tylko nowej gumki w nóżkach, no i umycia. Na razie jeszcze nie domyłam buzi porysowanej we wrażliwych miejscach ołówkiem.


 Oczy są nieruchome i chyba pokuszę się o dodanie jej rzęs.


              Dostała sukieneczkę i czerwone, pasujące do bucików koraliki.


             
                A ponieważ nasza nadworna fotografka właśnie przyjechała, to od razu Sorine załapała się na sesję. Niestety tylko domową. U nas nieoczekiwanie, w środku wiosny, spadł śnieg i zrobiło się zimno.