Obserwatorzy

środa, 15 listopada 2017

PERŁY ORIENTU




      No, może perełki.
      Dziś dzień Lalki orientalnej.


      Zawsze pragnęłam mieć prawdziwą lalkę przedstawiającą wschodnią (Indie, Indonezja, Cejlon czy Bali) boginię lub tancerkę. 


      Ze zgrozą patrzyłam na programy dokumentalne, gdzie na koniec religijnych uroczystości, przepiękne lalki wykonane z papier mache były wrzucane do rzeki. 



      Moją niewielką grupkę lalek orientalnych zdominowały Chinki.
Pozwolę sobie przypomnieć piękne damy 

                                                Panią Liu


                                            
                                                Mei Lin


                                               Ci’an


                                         A także Miao


                                                     i  Lin


           Lin nie jest produktem dla turystów, ale zwykłą laleczką do zabawy dla chińskich dziewczynek i dlatego dla mnie jest taka cenna.

piątek, 10 listopada 2017

ZNAJDŹ PIĘĆ SZCZEGÓŁÓW





      Czyli identyfikacji prezentów ciąg dalszy.



      Jak na złość nie wiem, gdzie upchnęłam zdjęcia lalek zrobione w SH. Ale uwierzcie, że wszystkie na tych zdjęciach wyglądały na Krawalki.  Tym czasem wiemy już, że Żenia jest lalką radziecką i to bezdyskusyjnie. Niestety nie znalazłam jeszcze jej sobowtóra na dollplanet.ru, ale przekopać się przez ich zasoby zdjęciowe to tytaniczna praca.

      Druga z lalek jest jak najbardziej z Krakowa. Podejrzewam, że raczej z ery Pomocy niż Krawala. 


 Ma wszystkie cechy tych lalek. Rysy twarzy, usta, proste rzęsy i gęsto rootowane włosy. Włosy mają dziwny kolor starego mosiądzu. Dałam jej na imię Lodzia.   

    
      Lodzia przybyła do mnie w ciuszkach uszytych przez moją szwagierkę. Ma bluzeczkę, spódniczkę, rajstopki, a nawet butki i opaskę. 


                               Wszystko ręcznie uszyte. 


      Zyta - trzecia lalka,  z bliska od Krawalek sporo się różni. Po pierwsze rzęsy  - są cieńsze, gęstsze i podwinięte.


 Po drugie zupełnie inny kształt ust. Po trzecie włosy rzadziej rootowane niż u Pomocnic. Po czwarte ma bardziej masywne ręce i nogi niż tej samej wysokości Krawalki/Pomocnice. 



No i jeszcze coś. Jeśli sukienka jest oryginalna, to lalka pochodzi z NRD. Sukienka ma niemieckie zatrzaski, sygnowane SOLI 
( Solidor fabryka przyborów do szycia). Ponadto lalka ma na głowie numer 01-53. Przy czym 53 to jej wzrost w centymetrach. 


Pomocnice mają o 3-4 cm mniej i nie mają żadnych numerów.


      Ze wszystkich laleczek bardzo się cieszę. Odeszły w zapomnienie NRD, PRL i ZSRR, a lalki zostały. :)


P.S. Zyta to najprawdopodobniej wyrób VEB Pluti Sonneberg  NRD

poniedziałek, 6 listopada 2017

JEDNOOCZKO CZUWASZ? JEDNOOCZKO ŚPISZ?




      „Pewna kobieta miała trzy córki, najstarszą nazwano Jednooczką, bo miała tylko jedno oko pośrodku czoła, średnia była Dwuoczka, bo pod względem oczu nie różniła się od innych ludzi, najmłodszą zaś zwano Trzyoczką, bo pomiędzy parą oczu miała jeszcze trzecie oko na czole.”
                                                                                                                           Grimm


      Szara Sowa dostała w prezencie trzy lalki, wszystkie miały po dwa oczka. Do czasu, aż wydarzyło się nieszczęście.

      Wszystkie trzy to ukochane przez Sowę staruszki, na pierwszy rzut oka (znów to oko) wszystkie na zdjęciu wyglądały jak Krawalki vel Pomocnice. Wszystkie trzy wygrzebano w SH (co by bez tej instytucji zrobili miłośnicy starych lalek?) i wszystkie były okropaśnie potrzebujące SPA.

       Dwie z nich ze SPA wyszło czyściutkie i odmłodzone, trzeciej, najmniejszej przytrafiło się coś strasznego. Tęczówka oczka odkleiła się i wypadła, a że była malutka sitko w wannie jej nie zatrzymało, i biedna tęczówka popłynęła het do morza. I tak narodziła się Jednnoczka.



      Jednooczka okazała się nie być Krawalką, ale wszystko wskazuje na to, że pochodzi z ZSRR.  Ma charakterystyczne dla tych lalek plastykowe  rzęsy i włosy swoistego gatunku. 


      Niestety nie ma sygnatury. Ma plastykowy korpus i nogi, ale rączki i buzię ma z gumy. Dostała na imię Żenia. Ofiarodawczyni uszyła Żeni sukienkę, fartuszek, a nawet buciki i opaskę na włosy.



      Teraz Żenia czeka na przeszczep tęczówki, bo mamy nadzieję znaleźć jakieś pasujące oczka. 



      Pozostałe panny opiszę w następnym poście.

P.S. Odkryłam pochodzenie Żeni. Fabryka "Łucz" w Jarosławiu

sobota, 4 listopada 2017

KRÓLEWNA ELZA I CZTERECH KRASNOLUDKÓW.




      W ubiegłym roku pokazałam Wam większość moich bajkowych postaci. Na tegoroczne obchody Światowego Dnia Postaci z Bajek



       do sesji zaprosiłam mieszkające u mnie krasnoludki. Trzej przybyli do mnie od Królewny Śnieżki: Gburek, Gapcio i Nieśmiałek, a firmowani są przez wytwórnie Disney i Simba.



      Czwarty to bliżej nieznany z imienia  krasnoludek, za to nasz, rodzimy. Wykonany jest z celuloidu i pamiętam takie laleczki z kiosków Ruchu. 



      W poprzednim roku zaprezentowałam, między innymi, księżniczkę Annę z Krainy Lodu. Po roku dołączyła do niej Elza. Elza jest z wytwórni „krzak” , ale całkiem ładnie zrobiona. Włosy tylko zbyt rzadko rootowane.



     Przybyła niestety goła i bosa i z wdzięczności a przyjęła pierwsze lepsze ubranko, które na nią pasowało. Niestety z obuwiem krucho, a pasowałyby pewnie butki od Kelly. 



      Elza jest mniejsza od Anny. Ale ślepka ma równie ładne.

      Całe to baśniowe towarzystwo jest na szczęście niewielkich rozmiarów i nie zajmuje dużo miejsca. :)

środa, 1 listopada 2017

LALKOWY KALENDARZ - LISTOPAD




         Natłok świąt w końcu października sprawił, że nieco się spóźniłam , ale już spieszę z kalendarzem na listopad.

Szczególną bohaterką będzie lalka szmaciana.

      I tak 5 listopada obchodzimy
                  Dzień Postaci z Bajek, to święto międzynarodowe.




                       15 listopada Dzień Lalki Orientalnej




           25 Listopada Międzynarodowy Dzień Pluszowego Misia




      
                     A 26 listopada Dzień Szmacianej Lalki




      Życzę wszystkim udanej zabawy i wiele satysfakcji z lalkowego hobby.

niedziela, 29 października 2017

NA STRYCHU




            Za dwie godziny 
         Z tej okazji chciałam Wam zaprezentować jedno z moich niesamowitych, lakowych opowiadań.


NA  STRYCHU

kolaż

Przez dziurę w dachu sączył się deszcz. Kropla po kropli, jak nuty ze starej pozytywki. Spływał ciemnymi zaciekami po nierównej , odrapanej ścianie, malując fantastyczne wzory na zszarzałym tynku. Rozmazywał osiadły od wielu lat kurz. Przez tę samą dziurę wpadała na strych szara poświata, ledwie roztrącając mrok.
            Wiatr chwiał festonami okurzonych pajęczyn wprawiając je w niesamowity ruch.
Z połamanego manekina smętnie zwisały resztki łachmanu, jakby ku większej drwinie powiewającego resztami piór i koronek. Zdawało się chwilami, że manekin  zacznie jakiś niesamowity taniec wśród rozrzuconych sprzętów.
            Fotel prawie obdarty  ze świetnej niegdyś tapicerki, stał tuż przy kominie. Jakby opierając się plecami o odrapany mur. Z wnętrza  strzępów tkaniny świeciły się w mroku oczy.
            Duże, wypukłe i lśniące. Martwe oczy. Zdawało się , że pilnie czegoś wypatrują w przeciwległym kącie strychu. Czegoś, co mogłoby przywrócić im życie. 

zdj. z sieci

            Oczy należały do lalki. I tylko one przykuwały spojrzenie. Lalka miała porcelanową, bladą twarz, pękniętą na pół. Łuki brwiowe naklejone z wyliniałego futerka  robiły makabryczne wrażenie . Resztki peruki, zjedzonej przez mole smętnie zwisały z czubka głowy. Z krwawoczerwonych ust wystawały ząbki. Suknia przypominała łachman zwisający z manekina.  Dłonie z okaleczonymi paluszkami, jeszcze dzierżyły kikut koronkowej parasolki. Jedna noga obuta była w skórzany bucik, druga ułamana  powyżej stopy.. 

kolaż

            Mogłaby nazywać się Nędza, ale przecież nosiła dumne imię Rozamunda. W czasach swojej świetności zasiadała w salonach, na specjalnie dla niej przeznaczonym fotelu. Otoczona podziwem, zachwytem i miłością. 

zdj. bebesbysayori

            Ile lat leżała tu porzucona przez swoją ostatnią właścicielkę? Kto tak nielitościwie obszedł się z porcelanową pięknością? Szklane oczy błyszczały w blasku księżyca, zdając się zadawać nieme pytanie.
            Ciche chrobotanie myszy wdarło się w  jednostajny stukot deszczu. Małe szare stworzonko zwinnie wspięło się po połamanej nodze fotela wprost na suknię lalki. Mysz wdrapała się po postrzępionych koronkach i usiadła lalce na ramieniu.  Wtedy nastąpiła katastrofa. Z belki, jak bezszelestny duch, spłynęła wielka szara sowa. Chybiła o włos. Zamiast  w gryzonia, wczepiła swe ostre szpony w ramię lalki. Ptak natychmiast zrozumiał swój błąd i puścił zdobycz. Upadła bezwładnie na podłogę. Pęknięcie głowy powiększyło się i przybyły dwa nowe.  Jednak nie rozpadła się ona na kawałki. Wszystko trzymała mocno przyklejona peruka.
            Rozamunda leżała teraz w pyle z rozrzuconymi rękami i nogami, twarzą ku górze. I znowu w dziurze dachu pojawił się księżyc, oświetlając jej oczy. Miało się wrażenie , że mimo tej martwoty, lalka jest żywą istotą. Oczy mrugały, spowodował to wstrząs upadku, jednak sprawiały niesamowite wrażenie.. Zdawało się też, że oddycha. Wzburzone koronki unosiły się lekko i opadały. Czy aby na pewno? Czy to wiatr kołysał postrzępiony materiał ? Czy przeciąg może poruszyć ciężką, porcelanowa dłonią? Chmura znowu zakryła księżyc.
            W mroku wypełniającym przestrzeń rozległ się odgłos drobnych kroków. Słychać w nich było wyraźne utykanie. Kroki oddalały się od komina  i dążyły ku drzwiom. Potem jeszcze wyraźniej słychać je było na schodach. 

zdj. z sieci

            I znowu dziurę dachu zalało księżycowe światło. Podłoga przed fotelem była pusta, tylko w kurzu posadzki widniały pojedyncze ślady małej stopy obok jednolitej linii.
            W sypialni na dole słychać było niezwyczajny o tej porze ruch. Ktoś biegał, krzyczał, a potem szlochał.  Na schodach prowadzących na strych znowu słychać było drobne utykanie.
            Rozamunda ciężko opierała się na połamanej parasolce. Potem wspięła się na swój fotel i zamarła w bezruchu. Chmura przysłoniła księżyc i szklane oczy zgasły. Już tylko mrok wypełniał strych i  słychać było  stukot kropel o potłuczone dachówki. Znowu padał deszcz.