Obserwatorzy

niedziela, 23 sierpnia 2015

AKWAMARYNA




         „Czasem, mimo woli stajemy się kimś zupełnie innym.”

         Taki los spotkał  Sindy od Hasbro. W sobotnie przedpołudnie zajrzałam do jednego z SH w Tczewie. W stercie pluszaków, których już nikt nie chciał zobaczyłam okropną włóczkową sukienkę


 i całkiem ładny buziak.   


         Włosy domorosły fryzjer skrócił o połowę.
Po chwili okazało się, że nie tylko włosy. Pierwszy raz zobaczyłam tak okaleczoną lalkę.
Jakiś sadysta po prostu odrąbał Sindy  nogi na wysokości kolan.


         Muszę dodać, że lalka po za tym była w stanie bardzo dobrym. Buzia w idealnym stanie, ręce, korpus nie ma ani jednej rysy. Pomyślałam, że wezmę ja na części. Może komuś przyda się główka, albo rączki, żeby wymienić pogryzione.

         Od dawna chciałam mojej Juracie uszyć ogon i jakoś nie mogłam się za to zabrać. Zapytałam więc Metkę, czy nie ma czasem w swoich zasobach ogona. Dowiedziałam się, że jedyny ogon nosi lalka, która nie ma nóg. Taka syrenka z konieczności. I wtedy zaświtało mi, że moja Sindy też może zostać syrenką.


         Ponieważ ma fioletowo niebieskie oczy i blond włosy, postanowiłam uszyć jej ogon w kolorze błękitnym. Do tego staniczek. Bursztynowy pasek i błękitne muszelki.  Oto gotowa syrenka.


         Teraz należało znaleźć dla niej imię. „Aquamarine” to australijski film familijny, może nie najwyższych lotów, ale tytułową bohaterką jest błękitna syrena o blond włosach. I tak moja Sindy została Akwamaryną.


         Akwamaryna jak każda syrenka bez wody żyć nie może. Jak nie ma w pobliżu morza to choćby jezioro musi znaleźć. I znalazła. 

29 komentarzy:

  1. Śliczna dziewczyna, przepiękny ogon, ale przede wszystkim ciepło się robi na sercu na myśl, że dałaś jej nowe życie. Tak okaleczona lalka pewnie prędzej czy później znalazłaby się w koszu na śmieci.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie nikt by jej nie kupił nawet za 2 złote i skończyłaby w koszu. Myślałam, że uratuję choć głowę.

      Usuń
  2. Pięknie postąpiłaś przygarniając tę biedną inwalidkę to domu, sprzedawczynie pewnie się zdziwiły, że ktoś ją chce kupić. Śliczna z niej się zrobiła syrenka i wcale nie widać po niej jej smutnej przeszłości.

    OdpowiedzUsuń
  3. Fantastyczny pomysł na odratowanie biednej Sindy:-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Pięknie w całości :))) i gdybyś nie napisała, że to takie kalectwo, nie domyśliłabym
    się wcale :D
    Zdjęcia nad wodą bardzo dodają jej uroku i tak klimatyczne :)))

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie wiem, kto tak niszczy lalki i po co - przecież lalką bez nóg ciężko się bawić. Ale na szczęście Akwamaryna dostała nowe życie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze mówiąc też tego nie mogę zrozumieć. Czasem dziecko coś złamie, ale tu ewidentnie nie o nadmiar siły chodziło, tylko o celowe zniszczenie.

      Usuń
  6. Hello from Spain: I really like your creation. It is very original. Keep in touch.

    OdpowiedzUsuń
  7. Prześliczne zdjęcia nad jeziorem! Ogon wyszedł znakomicie i jaki fajny, wyszywany materiał! Piękna jest ta Akwamarynka i żal serce ściska, że można się mścić w ten sposób na lalce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak sobie pomyślałam, że ktoś zniszczył lalkę, żeby dziecku przykrość zrobić. Wredny drań.

      Usuń
  8. strasznie mi się zrobiło smutno na ten makabryczny widok -
    bezmyślny sadyzm, jak to nazwałaś - dziwne, niepojęte... :(((

    cudownie, że Sindy o uroczej buźce może jednak cieszyć oko
    niejednego lalkowicza - gratuluję Sindy, że trafiła na Ciebie, o Sowo!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też się cieszę, ale pomysł na drugie życie pochodzi od Metki.

      Usuń
  9. Bardzo ładna syrenka. A ten, kto jej tak obciął nogi to chyba jakiś psychopata...

    OdpowiedzUsuń
  10. Piękna z niej syrenka, fantastycznie ją odmieniłaś i dałaś jej nowe życie. Co do okaleczenia, to od jakiegoś czasu dzieci i ich pomysły zaczynają mnie przerażać, teraz lalka straciła nogi a co będzie póżniej .... strach pomyśleć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To są efekty bezstresowego wychowania. Mnie mama uczyła: "nie rób tak, bo laleczkę boli". Szanowałam zabawki i o nie dbałam, i w ten sposób uczyłam się jak odnosić się do ludzi. Dziś ludzkie cierpienie wywołuje u mnie współczucie, a nie śmiech.

      Usuń
  11. Rewelacja! Ale miałaś pomysł na ten ogon i kolor genialny :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Ach, uwielbiam ten film- jak byłam nastolatką, to co wakacje go oglądałam z koleżankami :) a laleczka bardzo wpasowuje się w tą syrenią konwencję, niczym główna bohaterka :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja kiedyś z raz też oglądałam. Ale szczerze mówiąc nawet nie pamiętałam imienia bohaterki. Dobrze, że jest Internet.

      Usuń
  13. Też bym ją przygarnęła. Doznałam lekkiego szoku gdy zobaczyłam zdjęcie okaleczonych nóg... Jak? Po co..? Chyba nawet nie chcę znać odpowiedzi...
    Najważniejsze jest to, że panna ma nowy dom, gdzie ją doceniono i nadano nowe życie. Musisz mieć bardzo dobre serce :)
    Jako syrenka prezentuje się wspaniale :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zastrzegałam się, że u mnie barbiowate mieszkać nie będą, ale ciągle przygarniam jakieś biedule. Jedynym wyjątkiem jest Monsterka.

      Usuń
  14. Tak jak mój lalaloopsik też tak odrąbane kończyny.

    OdpowiedzUsuń