Obserwatorzy

niedziela, 29 października 2017

NA STRYCHU




            Za dwie godziny 
         Z tej okazji chciałam Wam zaprezentować jedno z moich niesamowitych, lakowych opowiadań.


NA  STRYCHU

kolaż

Przez dziurę w dachu sączył się deszcz. Kropla po kropli, jak nuty ze starej pozytywki. Spływał ciemnymi zaciekami po nierównej , odrapanej ścianie, malując fantastyczne wzory na zszarzałym tynku. Rozmazywał osiadły od wielu lat kurz. Przez tę samą dziurę wpadała na strych szara poświata, ledwie roztrącając mrok.
            Wiatr chwiał festonami okurzonych pajęczyn wprawiając je w niesamowity ruch.
Z połamanego manekina smętnie zwisały resztki łachmanu, jakby ku większej drwinie powiewającego resztami piór i koronek. Zdawało się chwilami, że manekin  zacznie jakiś niesamowity taniec wśród rozrzuconych sprzętów.
            Fotel prawie obdarty  ze świetnej niegdyś tapicerki, stał tuż przy kominie. Jakby opierając się plecami o odrapany mur. Z wnętrza  strzępów tkaniny świeciły się w mroku oczy.
            Duże, wypukłe i lśniące. Martwe oczy. Zdawało się , że pilnie czegoś wypatrują w przeciwległym kącie strychu. Czegoś, co mogłoby przywrócić im życie. 

zdj. z sieci

            Oczy należały do lalki. I tylko one przykuwały spojrzenie. Lalka miała porcelanową, bladą twarz, pękniętą na pół. Łuki brwiowe naklejone z wyliniałego futerka  robiły makabryczne wrażenie . Resztki peruki, zjedzonej przez mole smętnie zwisały z czubka głowy. Z krwawoczerwonych ust wystawały ząbki. Suknia przypominała łachman zwisający z manekina.  Dłonie z okaleczonymi paluszkami, jeszcze dzierżyły kikut koronkowej parasolki. Jedna noga obuta była w skórzany bucik, druga ułamana  powyżej stopy.. 

kolaż

            Mogłaby nazywać się Nędza, ale przecież nosiła dumne imię Rozamunda. W czasach swojej świetności zasiadała w salonach, na specjalnie dla niej przeznaczonym fotelu. Otoczona podziwem, zachwytem i miłością. 

zdj. bebesbysayori

            Ile lat leżała tu porzucona przez swoją ostatnią właścicielkę? Kto tak nielitościwie obszedł się z porcelanową pięknością? Szklane oczy błyszczały w blasku księżyca, zdając się zadawać nieme pytanie.
            Ciche chrobotanie myszy wdarło się w  jednostajny stukot deszczu. Małe szare stworzonko zwinnie wspięło się po połamanej nodze fotela wprost na suknię lalki. Mysz wdrapała się po postrzępionych koronkach i usiadła lalce na ramieniu.  Wtedy nastąpiła katastrofa. Z belki, jak bezszelestny duch, spłynęła wielka szara sowa. Chybiła o włos. Zamiast  w gryzonia, wczepiła swe ostre szpony w ramię lalki. Ptak natychmiast zrozumiał swój błąd i puścił zdobycz. Upadła bezwładnie na podłogę. Pęknięcie głowy powiększyło się i przybyły dwa nowe.  Jednak nie rozpadła się ona na kawałki. Wszystko trzymała mocno przyklejona peruka.
            Rozamunda leżała teraz w pyle z rozrzuconymi rękami i nogami, twarzą ku górze. I znowu w dziurze dachu pojawił się księżyc, oświetlając jej oczy. Miało się wrażenie , że mimo tej martwoty, lalka jest żywą istotą. Oczy mrugały, spowodował to wstrząs upadku, jednak sprawiały niesamowite wrażenie.. Zdawało się też, że oddycha. Wzburzone koronki unosiły się lekko i opadały. Czy aby na pewno? Czy to wiatr kołysał postrzępiony materiał ? Czy przeciąg może poruszyć ciężką, porcelanowa dłonią? Chmura znowu zakryła księżyc.
            W mroku wypełniającym przestrzeń rozległ się odgłos drobnych kroków. Słychać w nich było wyraźne utykanie. Kroki oddalały się od komina  i dążyły ku drzwiom. Potem jeszcze wyraźniej słychać je było na schodach. 

zdj. z sieci

            I znowu dziurę dachu zalało księżycowe światło. Podłoga przed fotelem była pusta, tylko w kurzu posadzki widniały pojedyncze ślady małej stopy obok jednolitej linii.
            W sypialni na dole słychać było niezwyczajny o tej porze ruch. Ktoś biegał, krzyczał, a potem szlochał.  Na schodach prowadzących na strych znowu słychać było drobne utykanie.
            Rozamunda ciężko opierała się na połamanej parasolce. Potem wspięła się na swój fotel i zamarła w bezruchu. Chmura przysłoniła księżyc i szklane oczy zgasły. Już tylko mrok wypełniał strych i  słychać było  stukot kropel o potłuczone dachówki. Znowu padał deszcz.

17 komentarzy:

  1. ha! księżycowa moc dosięga i lalek!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. (dlatego niektórych plastików
      nie zapraszam i nie zaproszę)

      Usuń
  2. Normalnie ciarki mi po plecach przeleciały :)
    Poproszę zdecydowanie więcej podobnej lektury :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedy inne są długie i trudno je będzie zmieścić. No nie wszystkie są o lalkach.

      Usuń
  3. Twoje mroczne opowiadanie tylko pogłębiło mój lęk przed strychami i piwnicami... Pięknie napisane, bardzo poetyckim językiem :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu teraz w piwnicach i na strychach (przynajmniej u mnie) jest światło elektryczne i cały czar pryska.

      Usuń
  4. Świetne opowiadanie:))Pozdrawiam serdecznie:)))

    OdpowiedzUsuń
  5. Klimatyczny horrorek. Moje lalki już zacierają ręce, w razie gdybym o nich zapomniała. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Wspaniała historia, naprawdę cieszył się historia. Pięknie napisane! Pozdrawiam :-)
    A great story, I really enjoyed the story. Beautifully written! Best regards :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Thank You for visite and thet nice comment.

      Usuń