Obserwatorzy

wtorek, 21 sierpnia 2012

DZIEWCZYNY Z PRLu


Dzisiaj następna dawka wspomnień. Lalki z PRLu. Laleczki, aż 21, dostałam od koleżanki z pracy, Ani. Większość z nich należała do niej lub jej siostry. Przez wiele lat przeleżały w  worku na strychu.

IWONKA.
Celuloidowa laleczka lata 50-60te. 19 cm wysokości . Celuloid pokryty cielistą farbą, pomalowane włosy i szczegóły twarzy. Rączki i nóżki ruchome, na gumkach, głowa  sztywna razem z korpusem. Lalka może samodzielnie stać. Iwonka ma sygnaturę Na plecach trójkąt wierzchołkiem do góry, chyba pusty w środku, albo farba zakryła litery. Już się ucieszyłam, że Kalisz, ale tak trójkąt jest wierzchołkiem w dół. Iwonka należała do ciotki Ani, a ponieważ nie była modna, szybko została zapomniana. To ją uratowało, jest w bardzo dobrym stanie.

ISIA .
To 22 centymetrowa, PRLowska, plastikowa laleczka. Najpierw musiała dostać nową gumkę, bo rączki odpadły. Potem pranie oryginalnych zielonych ciuszków, ozdobionych różową koronką, a do czepeczka żółta wstążka – i jak tu nie podziwiać gustu projektantki mody z epoki? Mycie laleczki łącznie z włosami. Prasowanie i ubieranie w ten niesamowity strój. Acha, jeszcze usteczka trzeba było pomalować bo farba zeszła.

To jest RENIA
Jest z miękkiego plastiku (celuloidu?) i ma gumową główkę. Zamykane oczy. Włosy blond, rzadkie, ale ma ładne loczki nad czołem. Ma ładną sukienkę z dobrego materiału, skarpetki i plastikowe buciki. Nie ma żadnych  sygnatur. Wygląda na lata 80te. Sukienka została zastąpiona delikatniejszą, z dzianiny.

IRCIA
po zabiegu. Straszny kołtun z trudem zamieniłam na koczek. Reszta tej  laleczki była w bardzo dobrym stanie, wystarczyło umyć buźkę z jakiegoś różu. Ircia nie ma żadnej sygnatury, ani metki (czyżby chińska?). Korpus z lichego, śliskiego materiału, tak jak sukienka. Buzia, rączki i nóżki winylowe. Zamykane oczka, plastikowe. Ircia nie została w mojej kolekcji, poszła do  dzieci.

WANDZIA.  
Tak wyglądał Podziomek, a właściwie jego części. Wszystko trzymało się na ubranku. To późniejsza wersja laleczek z kiosku RUCHu. Postanowiłam przywrócić lalce pierwotna postać. Zmyłam klej mocujący brodę, uszyłam ciuszek ze wstążki fioletowej i kawałka plisowanej różowej.  

Tę laleczkę nazwałam  JAŚ. Jak wiecie nie zawsze znajduje się to, czego się szuka. Najczęściej znajdujemy coś zupełnie innego. I tak było dziś. Wybrałam się z wnuczką do pralni, aby znaleźć żółte kalosze. I jak zwykle, kamień w wodę. A po ostatniej ulewie, kalosze Agacie bardzo by się przydały. Zamiast kaloszy znalazłyśmy karton z zapomnianymi zabawkami, a w nim starą lalkę mojej córki. Ciekawe są zwłaszcza oczka – takie plastikowe pinezki.


6 komentarzy:

  1. Piękny zestaw lalek. I ciekawy, bo niby z moich czasów, a znałam tylko Wandzię - u mnie była chłopakiem - ojcem rodziny. Szyłam mu spodnie i doklejałam wąsy z plasteliny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Patrz, a ja zrobiłam całkiem odwrotnie, bo pamiętałam te laleczki jako dziewczynki.

      Usuń
    2. Pewnie były dziewczynkami, ale cierpiałam na brak samców w mojej lalkowej rodzinie. Ta laleczka była najwyższa, poza tym miała krótkie włosy, więc musiała pełnić obowiązki głowy rodziny ;)

      Usuń
  2. jasia i isię pamiętam z dzieciństwa:) juz nie mogę doczekac się kolejnych zdjec. Lilavati

    OdpowiedzUsuń
  3. Piękna szczególnie ta pierwsza to prawdziwy rarytas to chyba celuloid z kaliskiej fabryki lalek ? sądząc po sygnaturze.

    OdpowiedzUsuń